Home Początki Generacje Drzewo Dokumenty Pamiątki Ciekawostki Nazwisko Migracja Linki Pakość Kontakt
Momenty w naszej rodzinie
| Śmierć w płomieniach | | Nauczyciele | | From USA to Poland | | Zmiana nazwiska | | Dyspensa | | Represjonowani |
| Odwach | | Księża w rodzinie | | Życiorysy | | Krwawe zajście | | Życiorysy w USA | | Młynarze |
| W armii pruskiej | | Listy z Ameryki | | Powstańcy | | Gorzelnicy | | Szukanie pracy | | Zegarmistrze |
| Pozamałżeńskie | | Spokrewnione rodziny | | Zbytek mieszkaniowy | | Wartość pieniądza | | Wyścig ze śmiercią | | Relacje rodzinne |
| Powrót do gniazda | | Okolice gniazda | | Nowy początek | | Predigerland | | Ciekawa Pakość | | Emigracja do USA |

Śmierć w płomieniach

Florentyna z d. Krantz (1829-1876) w Mierzewie 8 lipca 1876 roku Czesław Wiśniewski (wnuk Marcjanny Patrzykowskiej z d. Krantz) napisał list do siostry, w którym opisuje tragedię, jaka wydarzyła się 29 czerwca 1876 w Jarząbkowie. Wydarzenie szczegółowo opisuje także inspektor szkolny Klewe. W pożarze tamtejszej szkoły zginęły Florentyna Pawłowska z d. Krantz (44 lat), jej córka Michalina Grzęsiecka (26 lat) i dwoje wnucząt Marianna (6 lat) i Kazimierz (5 lat). Z listu dowiadujemy się ponadto:

Co za okropne nieszczęście stało się podczas mej jeszcze nie bytności w Mierzewie u Grzęsieckich w Jarząbkowie sąsiedniej wsi Mierzewa, oto Mamy ciotka Pawłowska, siostra Mamy Grzęsiecka a nasza ciotka i dwoje dzieci spaliło się w domu i p. Grzęsiecki śmiertelnie się popalił, już były z domu wyszły, ale wróciły się po pościel p. Pawłowskiej, która nie była asekurowana, zresztą rzeczy wszystkie Grzęsieckich były zabezpieczone na 800 tal. Tymczasem dzieci weszły za matką i dom się zapadł, p. Grze. chciał ratować i sam ledwie żywy wyszedł. Leży w lazarecie we Wrześni.

Tymczasem inspektor Klewe pisze:

Pożar wybuchł w niewyjaśniony sposób 29 czerwca o 3 rano. Żona, jej matka oraz dwójka dzieci i służąca uciekli z pościelą na zewnątrz, nauczyciel Grzęsiecki został w domu aby się ubrać. Teściowej jego przyszła myśl, aby ratować garnek z masłem. Ponieważ służąca nie chciała go wynieść, wbiegła ona do domu, a za nią jej córka oraz dwójka dzieci.

Pan Fabian Grzęsiecki, ocalały z pożaru, zgłasza dopiero 18 września zgon ofiar tragedii. W tamtejszym kościele umieszczono epitafium ofiar tragicznego pożaru. Wydarzenie było także opisywane w prasie.

Nauczyciele

Marjanna z d. Krantz (1777-?) była żoną directorum schola nationali Franciszka Ehm w Ostrowite prym. 23 lutego 1812 spalił się w Ostrowite prym. budynek szkoły, który powstał za pierwszych rządów pruskich. Ponieważ rodzina Ehm nie miała gdzie mieszkać i lekcje się nie odbywały, Urząd Dominialny zmusił dzierżawcę folwarku von Ciesielskiego do przekazania poszkodowanemu zastępczy budynek do czasu odbudowania szkoły. Do św. Jana 1817 Ciesielski był dzierżawcą tego folwarku, lecz jeszcze długo po tym rodzina Ehm zamieszkiwała ten budynek, ponieważ szkoła nie została odbudowana. Suma asekuracyjna za szkołę wynosiła kateg 300Rtlr i mimo, że została wyasygnowana, to nie była wypłacona. Powodem był spór między wioskami należącymi do szkolnego cyrkla o to, kto ma płacić roczną składkę asekuracyjną za rok 1815. Nieopłacenie tej składki sprawiało, że Ostrowite prym. stanęłyby przed procesem egzekucyjnym. Zdecydowano odbudować szkołę w Ostrowite prym., ponieważ tam była władza kościelna, która mogła szkoły doglądać. We wiosce był wydzielony grunt pod sad dla nauczyciela no i następna szkoła znajdowała się dopiero w Braunsfeld. Mieszkańcy oferowali darmowe dni robocze i zaprzężone przy odbudowie, starano się o darmowe drewno z pobliskich borów, ale odbudowa nie ruszała. Urząd Dominialny w Skorzęcinie nie miał dobrego zdania o tamtejszym nauczycielu Franciszku Ehm. Już za rządów Kongresu Warszawskiego chciano wnioskować o zmianę nauczyciela, ale zaniechano tego z uwagi, że Franciszek Ehm był Niemcem. Nauczanie traktował nierzetelnie skupiając się przede wszystkim na swoim zawodzie tkacza. Ale oskarżenia były poważniejsze, bo uważano go za nieodpowiedniego do tego zajęcia, bo ciążył na nim zarzut nagannego zachowania. Dręczył nie tylko uczniów, ale także znęcał się nad żoną w trakcie lekcji, które się u niego odbywały. Jedynie czworo dzieci przychodziło do niego na lekcje, reszta szła do organisty na nauki. 25 kwietnia 1816 Franciszek Ehm złożył skargę na Urząd Dominialny. Odrzucał wszelkie oskarżenia i obwiniał Urząd Dominialny i ks. Proboszcza, że go prześladują i szykanują. Zajmowanie zastępczego mieszkania Urząd warunkował zmianą postawy nauczyciela, ponieważ ten się z tego nie wywiązywał, każdego roku na wiosnę grożono mu eksmisją. 17 września 1816 ponawia skargę na Urząd, twierdząc, że szykany przybrały na sile. Także podejrzewa, że urzędnik Schultz chce na jego miejsce zatrudnić swojego przyjaciela, który naucza prywatnie jego dzieci. Odniósł się także do stawianych mu zarzutów:

16 września 1816 odbyło się na tę okoliczność przesłuchanie świadków: dzierżawcę Ciesielskiego, proboszcza Góreckiego, sołtysa Michała Polus z Żeleźnicy i sołtysa Józefa Knaust z Raszewa. Powtórzyli jedynie wcześniejsze oskarżenia i zaproponowali zatrudnienie bardziej kompetentnej osoby. Przesłuchanie Franciszka Ehm odbyło się 22 marca 1817. Stwierdzono, iż zdał on egzamin i reskryptem „vormaliger Kriegs und Domänenkammer zu Posen” z dnia 29 kwietnia 1806 został zatwierdzony na stanowisku nauczyciela w Ostrowite prym. Przysługiwało mu: wolne mieszkanie, 3 morgi sadów, wolny wypas dla 2 krów, 10 Klafter drewna z lasów królewskich, 33Rtlr w gotówce, 30 Scheffel żyta. Zarzuty mu postawione ocenił jako nieprawdziwe i wnioskował o przeniesienie. 1 kwietnia 1817 stwierdzono, że oskarżony to porywczy człowiek i ostatni raz dostaje upomnienie i będzie pod stałą obserwacją przełożonego. Wkrótce pojawił się pomysł zamiany Franciszka Ehm z nauczycielem z Niestronna panem Jaskulskim, który także miał nieporozumienia ze swoją gminą. Po odmowie Franciszek Ehm ponowił swoją prośbę, obiecując trwałą poprawę, została jednak ona odrzucona. Ksiądz Górecki proponował przyjęcie pana Gerlach z Łopienna, którym wzgardził Kędzierzyn, a wnioskował o przesunięcie Franciszka Ehm do Kędzierzyna, gdzie byłby razem z rodziną, co miało go uspokoić. Parafia Kędzierzyn się na to nie zgodziła. W październiku 1819 stan szkoły był opłakany. Składała się ona z jednej izby, która była zarazem pokojem mieszkalnym rodziny Ehm z trójką dzieci (Konstancja *31.01.1809 w Ostrowite prym., Marcianna *1816 w Ostrowite prym., Józef *15.02.1818 w Ostrowite prym). W kwadracie mierzyła 7 łokci na 7 łokci, 1 okno 1 łokieć kwadratowy, co było niewystarczające do prowadzenia lekcji. Nie było wyposażenia dla uczniów, jak tablice i ławki, a konflikt z proboszczem Góreckim, który wyzywała go od „niemieckiego psa” i podobno dręczył oraz molestował jego żonę, bardzo go absorbował. Po raz pierwszy pada propozycja odejścia ze szkoły i wyemigrowania. Cel podróży to Polska. 22 lipca 1820 otrzymuje on ostatecznie konsens oraz paszport. Rysopis był następujący: wiek - 39 lat, wzrost - 5 stóp i 5 cali, włosy – czarno-brązowe, brwi – jasne, oczy – szare, nos – mały, usta – zwykłe, podbródek – owalny, twarz - pociągła, chuda, kolor twarzy – jasny, czoło – niskie, postawa – szczupły, wyznanie – katolickie, języki – polski i niemiecki, znaki szczególne - brak z przodu górnego zęba. Nie posiadał długów, ale jego żona miała roszczenia wobec brata Jana Krentz z Kujawek o spadek w gotówce. Jego inwentarz to: 2 krowy, 2 cielaki, 5 świń, pewna liczba owiec, 6 gęsi i przybory domowe. 23 lipca 1820 wyprowadził się do Sompolna w Królestwie Polskim.

Marcjanna z d. Krantz (1812-1873) była żoną nauczyciela Józefa Patrzykowskiego. Wykształcenie otrzymał w szkole elementarnej oraz ewangelickiej prywatnej szkole w Chodzieży, a następnie w nauczycielskim seminarium w Łobżenicy. Dyplom ukończenia otrzymał w czerwcu 1828 na ewangelickim nauczycielskim seminarium w Bydgoszczy. Pierwsze zatrudnienie od 29 lipca 1828 w Łeknie, które nie mógł przejąć z powodu pożaru szkoły i pozostał w Chodzieży. 1 stycznia 1829 otrzymał propozycję objęcia piątego etatu nauczyciela na Progimnazjum w Trzemesznie. Prowadził lekcje muzyki i śpiewu, a jego roczne uposażenie wynosiło 110Rtlr. Początkowo jego moralne zachowanie było naganne. Powodem tego była przedwczesna miłość do Marcjanny Krantz, którą wkrótce poślubił. Od tego momentu nie sprawiał problemów i wywiązywał się przykładnie z obowiązków. Od 1 stycznia 1830 był nauczycielem w szkole elementarnej w Rąbczynie, a od 1 grudnia 1831 jako pierwszy i jedyny nauczyciel w Łopiennie, gdzie pracował do końca swoich lat. W 1831 dochód z tej posady wynosił 90Rtlr. Miał wolne mieszkanie i gospodarzył ogród 5 mórg 39 prętów. W 1866 dochód wzrósł do 98Rtlr. W 1834 odbył 6 tygodniową służbę wojskową w Infanterie-Regiment Füsilier-Bataillon w Gnieźnie. Ponieważ był już organistą, na wniosek Kolegium Kościelnego miał w niedziele i święta być zwolniony z pełnienia służby wojskowej. 27 kwietnia 1833 o północy rozgorzał w Łopiennie pożar, który strawił dwa gospodarstwa. Patrzykowski stracił w nim mienie o wartości 27Rtlr. Dodatkowo 19 maja stracił przez chorobę już czwartą od 1830 roku krowę o wartości 30Rtlr. To spowodowało, że popadł w długi. W 1865 posłał dwie córki do Szkoły Ludwiki w Poznaniu, aby je wykształcić na wychowawczynie. Młodsza, która miała 15 lat i była bardzo pilna, zachorowała i 1 lipca 1867 została na pół roku skierowana do leczenia w Instytucie w Berlinie na Oranienburgerstr. Po obniżce z 40Rtlr miesięczny koszt pobytu wynosił 30Rtlr, plus koszty dodatkowe w wysokości 100Rtlr. 23 stycznia 1868 otrzymał wsparcie finansowe w wysokości 25Rtlr. Patrzykowski posiadał w Łopiennie bardzo ładne gospodarstwo, jednak nieszczęścia go nie opuszczały. Od stycznia 1873 Marcjanna zmagała się z chorobą i potrzebowała opieki. Mąż jednej z córek Kazimiery, kupiec Szymański z Poznania, prawdopodobnie zbankrutował i stracił majątek i córka wróciła do rodziców. Z powodu choroby stracił 2 krowy o wartości 80Rtlr oraz ? o wartości 20Rtlr. Już w maju zwraca się ponownie o pomoc finansową. Był pilnym nauczycielem, ale wymagano od niego większego zaangażowania w krzewieniu języka niemieckiego, na co przystał. W rezultacie otrzymał 10Rtlr wsparcia od państwa. 17 grudnia 1873 Witold i Stefan Wiśniewscy opisują w liście do swojej siostry zgon ich babci Marcjanny. We wrześniu 1875 jest upomnienie, że Patrzykowski nie uregulował 6 Mark kary porządkowej. 8 Październik 1878 obchodził 50-lecie pracy. Honorowe urzędy jakie sprawował to: Rendent Kasy Fiskalnej Skarbca miasta Łopienno 43 lata. Obsadzony dokładnie 20 lutego 1838. W skutek rewizji przeprowadzonej w listopadzie 1876 stwierdzono deficyt w wysokości 367 Mark 69pf. 17 stycznia 1877 odebrano mu tę funkcję, członek zarządu kościelnego 36 lat, urząd rozjemcy 23 lata, kantor w kościele 43 lata, urząd burmistrza przez 3 lata. Nie otrzymał jednak uznania od najwyższych władz z uwagi na krytykę ze strony inspektora szkolnego, podważający jego osiągnięcia w nauczaniu języka niemieckiego. 2 lutego 1880 dostał udar, co spowodowało trwały uszczerbek na zdrowiu. 9 lutego Patrzykowski spisał ostatnią wolę:

Zufolge schriftlichen Antrages vom heutigen Tag beim Königlichen Amtsgericht zu Wongrowitz seitens des Lehrers Joseph Patrzykowski aus Łopienno begaben sich die Unterzeichneten an Ort und Stelle nach Łopienno und trafen daselbst in der Behausung des Lehrers Patrzykowski denselben, welcher dem mitunterzeichneten Protokollführer von Person bekannt ist, im Zimmer linker Hand des Eingangs krank im Bett liegend an. Eine mit dem Lehrer Patrzykowski durch den unterzeichneten Richter geflogene Unterredung ergab, dass derselbe bei vollständigen Geisteskräften sei. Auf besonderes Befragen erklärte der Lehrer Josef Patrzykowski, dass er brieflich bei dem Königlichen Amtsgericht in Wongrowitz heute den Antrag, um (…) einer (…), behufs Aufnahme seines letzten Willens gestellt habe und dass es auch jetzt noch sein freier und fester Entschluss sei, seinen letzten Willen zu Protokoll zu erklären. Der Lehrer Josef Patrzykowski gab ferner auf Befragen an, dass er in zweiter Ehe lebe, dass er mit seiner ersten Ehefrau Marianna geb. Krenz in Gütergemeinschaft gelebt habe, dass aus dieser Ehe noch folgende 4 Kinder: Leokadia vereh. Wiśniewska in Posen (Ehefrau von Chirurg Kazimierz Wiśniewski), Władysław Lehrer in Rusiborz bei Środa (Ehemann von Marcianna Wituska; Exkommunizierter Lehrer), Bronisława vereh. Maryańska in Kłedzko (Ehefrau von Lehrer Stanisław Maryański; po uzyskaniu dyspensy z powodu bliskiego pokrewieństwa, jego rodzice to Wawrzyniec Maryański i Wiktoria Krantz), Kazimiera vereh. den Lehrer Przybysz in Krzykory bei Neustadt (Ehefrau von Kaufmann Szymański und von Lehrer Ignacy Przybysz) entsprossen seien, welche sämtlich noch am Leben sind, dass jedoch eine Nachlassregulierung und Teilung des gütergemeinschaftlichen Vermögens nicht stattgefunden habe. Ferner, dass er mit seiner jetzigen Ehefrau Anna geboren Jerzykiewicz verwitwet gewesen Byrzykowska in ausgeschlossener Gütergemeinschaft lebe und dass seiner jetzigen Ehe Kinder nicht hervorgegangen sind. Er erklärte ferner, dass seine vier genannten Kinder erster Ehe bereits wegen ihres väterlichen Erbteils abgefunden sind und nun noch einen Anspruch auf ihr Muttererbteil heben. Hierauf erklärte der Lehrer Joseph Patrzykowski seinen letzten Willen wie folgt, ich ernenne und berufe für den Fall meines Todes meine Ehefrau Anna geboren Jerzykiewicz verwitwet gewesen Byrzykowska zu meiner Universalerbin. Weiter habe ich nichts zu bestimmen. Vorgelesen, genehmigt, unterschrieben: Joseph Patrzykowski, Damm Amtsrichter, Moldenhauer II Gerichtsschreibergehilfe

20 marca 1880 wnioskował o pomoc finansową na leczenie. Wtedy otrzymywał „Dienstalterszulage” w wysokości 180 Mark. W maju 1883 wpłynął wniosek o emerytowanie go, a lekarskie orzeczenie opisuje jego stan zdrowia:

In Folge des mir zugegangenen Schreibens des Patrzykowski am 13 Juni 1883 reiste ich am 18 Juni nach Łopienno, um denselben zu untersuchen. Ich traf ihn im Bett und (…) an mir, dass er einen Urlaub in der Länge eines Jahres beantragen wolle und dass er dazu ein ärztliches Attest wünsche. Ich bin nicht in der Lage, ein solches Gesuch vom ärztlichen Standpunkt aus zu befürworten, da ich eine Besserung seines Krankheitszustands und eine Rückkehr der Fähigkeit, Unterricht erteilen zu können, durchaus nicht in Aussicht stellen kann. Vielmehr muss ich ihn zur Zeit und dauernd für gänzlich unfähig, das Lehramt zu bekleiden, erachten und zwar aus folgenden Gründen. Herr Patrzykowski Joseph, 73 Jahre alt, ein groß gewachsener Mann, bei dem sofort Gedunsenheit des Gesichts, gelbe Tingierung der Haut und Augenlieder, ein auffallend beschleunigtes und (…) Atmen, schwer verständlich Sprache auffällt. Dementsprechend zeigte die Untersuchung des Brustkastens Herzerweiterung und Rasselgeräusche über den ganzen Brustkasten sowohl an der Vorder- als Rückenfläche und an den Seiten. Der Leib ist (…) aufgetrieben und ist die Leber fest und vergrößert; die Urinabsonderung ist gering und haben bereits in früherer Zeit Blasen(…) ihn lange Zeit aufs Krankenbett gebracht. Die Unterschenkel sind mit großen Eiterflächen bedeckt und haben die Füße in neuer Zeit zu schwellen angefangen. Auf die (…)tätigkeit haben diese Leiden entschieden einen ungünstigen Einfluss geübt. Herr Patrzykowski versteht, abgesehen von seiner Schwerhörigkeit, sehr laut gesprochen einfache Fragen nicht und gibt auf dieselben ganz (…) Antworten. Ich muss demnach mich dahin aussprechen, dass der Lehrer Patrzykowski in Łopienno ein durch und durch körperlich kranker Mann ist und dass seine geistigen Fähigkeiten entschieden so weit heruntergedrückt sind, dass er allein schon deswegen unfähig zum Lehramt anzusehen ist. Bei dem Alter von 73 Jahren und der (…) des Leidens ist auf eine Besserung nicht zu hoffen, es steht im Gegenteil eine Verschlechterung seines Zustandes in sicherer Aussicht. Demnach muss ich ihn für jetzt und für die Dauer körperlich und geistig unfähig zum Schulamt erklären. Wongrowitz, den 20 Juni 1883

Po jego śmierci został upubliczniony jego testament:

Verhandelt Wongrowitz, den 1 Oktober 1883 Zufolge Verfügung vom 22 September 1880 steht heute Termin an zur Eröffnung des von dem verstorbenen Lehrer Josef Patrzykowski am 10 Februar 1880 gerichtlich errichteten letztwilligen Verfügung. Es waren erschienen: Die Witwe Anna Patrzykowska aus Łopienno persönlich glaubhaft bekannt geworden und geschäftsfähig und der Herr Justizrat Galon, welcher den unbekannten und abwesenden Erben von Amtswegen zum Anwalt bestellt worden. Die Gerichtssiegel, mit welchen die gedachte letztwillige Verfügung verschlossen worden, unverletzt seien. Hiernächst wurde dieselbe eröffnet, und nachdem von der Witwe die unter derselben befindlichen Unterschrift des Namens des Verstorbenen als von diesem eigenhändig geschrieben anerkannt hatten, wörtlich vorgelesen, auch die erfolgte Eröffnung sofort auf dieselbe vermerkt. Die Erschienen trugen darauf an: Die Witwe um Erteilung einer Ausfertigung, Herr Justizrat Galon um Erteilung einer einfachen Abschrift des Testaments. Das Objekt des Nachlasses gibt die Witwe auf 900 Mark an. Anna Patrzykowska geschlossen, Damm
Die Witwe versicherte, dass ihr die Bescheinigung über die Annahme des Testaments ihres verstorbenen Ehemanns aus dem (…) abhandengekommen ist. Den Erschienen wurde die dem unterzeichneten Richter aus der Verwahrung herausgegebene letztwillige Verfügung, welche folgendergestalt überschrieben ist: Hier befindet sich das Testament des Lehrers Josef Patrzykowski von hier, welches derselbe heute der unterzeichneten Gerichtskommission zum gerichtlichen Protokoll erklärt hat. Łopienno, den 9 Februar 1880

Jedyną pamiątką świadczącą o istnieniu rodziny Krantz w Łopiennie jest ręcznik wykonany wg tradycji rodzinnej przez Marcjannę Patrzykowską z d. Krantz, który jest obecnie w posiadaniu jej prapraprawnuka Krzysztofa Zgrzebnickiego. Z tym wiąże się wizyta Wojciecha Kranc u p. Zgrzebnickich, gdzie zostało wykonanych parę pamiątkowych zdjęć.

Wiktoria z d. Krantz (1816-1852) była żoną nauczyciela Wawrzyńca Maryańskiego w Łopiennie, Kłecku i Poznaniu;

Florentyna Julianna z d. Krantz (1829-1876) była żoną nauczyciela Konstantego Pawłowskiego. Ukończył gimnazjum w Poznaniu po 5 i pół roku, później Główne Seminarium w Paradyżu po 2 latach i 2 miesiącach. 19 październik 1846 otrzymał świadectwo ukończenia Pomocniczego Seminarium Nauczycielskiego w Trzemesznie, gdzie przebywał 1 rok i 2 miesiące. Potem przeniósł się do Ceradza Kościelnego, gdzie jego brat był proboszczem i zamieszkał u niego. Ponieważ nie mógł tam długo pozostać ubiegał się o posadę w Szkole Elementarnej w Czylcz (Jarocin), którą zarządzał przez dwa miesiące. Rząd w Poznaniu podważał jego zatrudnienie, ponieważ twierdził, że jest on w dyspozycji Rządu w Bydgoszczy. 25 stycznia 1847 otrzymał propozycję objęcia posady na czas określony w Katolickiej Szkole w Strzelcach, którą przejął 19 kwietnia. Roczna pensja to 80Rtlr, miał wolne mieszkanie, grunt, prawo wypasu na łące oraz naturalia. 10 października 1847 prosił o wsparcie, ponieważ ciągłe deszcze spowodowały zgnicie kartofli. Brał czynny udział w insurekcji w 1848 roku. Dokładny przebieg jest opisany w przesłuchaniach świadków oraz samego Pawłowskiego.

Verhandelt Głogowiec, den 27 November 1848 Es ist zur Kenntnis des unterzeichneten Landrats gekommen, dass der Lehrer Pawłowski in Strzelce sich bei dem letzten Aufstand in hiesigem Kreis sehr wesentlich beteiligt hat und wurden deshalb zur Feststellung des Tatbestandes die nachstehenden Zeugen, wie folgt vernommen:

1. Herr Rittergutsbesitzer Ferdinand Nasse von hier; Ende März 1848, als die Insurrektion in Mogilno bereits ausgebrochen war, fand sich der noch gegenwärtig in Strzelce fungierende Lehrer, dessen Namen ich nicht kenne, bei mir ein und forderte mich auf, meine Leute zusammenrufen und dieselben zur Sense aufzuschreiben. Ich fragte: von wem er Auftrag habe? Er erklärte: vom Herrn Rittergutsbesitzer Mittelstaedt in Konowo abgeschickt zu sein. Er solle die Leute aufschreiben und ich müsse Sensen für dieselben anschaffen. Wenn ich mich opponiere (ließe Herr Mittelstaedt mir sagen), werde derselbe selbst kommen. Meine Leute wurden darauf herbeigerufen und trat zunächst der Kutscher Julius Mantej in das Zimmer, wo wir verhandelten. Der Lehrer fragte, ob er Pole sei, worauf Mantej mit JA antwortete. Der Lehrer sprach ihn nun polnisch an und erklärte ihm, er sei gekommen, ihn zur Sense aufzuschreiben. Mantej erwiderte, er sei preußischer Landwehrmann und werde der preußischen Fahne treu bleiben. Der Lehrer äußerte hierauf weiter nichts, als die Worte: So, so, schrieb den Mantej in sein Register unter der Rubrik Landwehrleute auf und entließ ihn. Nach dem Mantej kam der Knecht Czerwiński von hier an die Reihe. Der Lehrer fragte ihn, ob er sich freiwillig zur Sense gestellen wolle oder nicht? Der Czerwiński lachte, worauf der Lehrer ihn verwies und ihm sagte, er werde aufgeschrieben und habe sich zu gestellen, wenn er Ordre bekäme. In gleicher Weise erklärte der Lehrer alle meine Leute. Dieselben verweigerten aber sämtlich ihren Beitritt, so namentlich der Bartek Imański und Szymon Krzyszak, und der Marcin Muszyński erklärte mitgehen zu wollen. Der Lehrer war bei seinem Erscheinen hierselbst mit einer polnischen Kokarde dekoriert. Ich für meiner Person erklärte ihm, dass ich keine Sense hergeben werde, worauf er mir damit drohte, dass Herr Mittelstaedt selbst kommen werde. Diese meine Aussage bin ich bereit zu beschwören.

2. Der Kutscher Julius Mantej, 26 Jahre alt, katholischer Religion, Landwehrmann und noch nicht in Untersuchung gewesen; Kurz nach dem Ausbruch der Insurrektion in Mogilno wurde ich zu meinem Herrn ins Zimmer gerufen und fand dort den mit einer polnischen Kokarde und mit einem Säbel versehenen Lehrer aus Strzelce vor. Derselbe fragte mich nach meinem Namen und nach meiner Religion. Als ich ihm erwiderte, dass ich Katholik sei, fragte er weiter: Warum ich nicht polnisch spräche? Ich erklärte demnächst, dass ich preußischer Landwehrmann sei und der preußischen Fahne treu bleiben werde, worauf ich zur Antwort erhielt, ich werde zum polnischen Militär durch ihn aufgeschrieben und habe mich zu gestellen, wenn ich Ordre bekäme. Wir hätten uns hier alle so einzurichten, dass wir, wenn es sein müsse, mitten in der Nacht aufbrechen könnten. Nach dieser Unterredung trat ich ab. Diese meine Aussage bin ich bereit zu beschwören.

3. Der Knecht Kasper Czerwiński, 46 Jahre alt, katholisch, früher Landwehrmann und evangelisch verheiratet, in Untersuchung gewesen; Im Frühjahr 1848 kam der Lehrer aus Strzelce hierher, worauf wir herrschaftliche Leute nach der Reihe in das Zimmer unseres Herrn gerufen wurden. Ich fand dort den Lehrer aus Strzelce vor, der mir sagte, er sei gekommen, um uns zu den Kossynieren aufzuschreiben. Ich lachte, worauf er erwiderte, hier ist nichts zu lachen, wir hätten uns alle fertig zu halten und Herr Nasse müsse die Sensen schaffen. Nach dieser Erklärung entließ er mich und die übrigen Leute wurden ins Zimmer gerufen. Diese meine Aussage bin ich bereit zu beschwören.

Verhandelt Königliches Landrat Amt Mogilno, den 6 Dezember 1848, vorgeladen erscheint der Lehrer Pawłowski aus Strzelce und deponiert:

1. Ich heiße Konstantin Pawłowski, bin 22 Jahre alt, katholischer Religion und seit dem 1 Mai 1846 als Lehrer in Strzelce (…) angestellt, (…) ich in gleicher Weise als Lehrer zu Czylcz, Kreis Pleschen fungiert, hatte ich auf den Lehrerseminaren zu Paradies und Trzemeszno erhalten, habe nicht beim Militär gedient und habe noch nicht in Untersuchung gestanden; Am 17 April 1848 kam der Rittergutsbesitzer Mittelstaedt aus Konowo zu mir nach Strzelce und führte mich zum Probst Weyna ebendaselbst. Dort befahl er mir nach Głogowiec zu fahren und die Leute aufzufordern, dass wir uns gegen Russland rüsten: wer nicht ziehen wolle, werde erschossen. In Folge dieses Befehls begab ich mich nachmittags nach Głogowiec und verzeichnete die Leute, indem ich ihnen erklärte, dass es sich um einen Zug gegen Russland handele. Am folgenden Tag gegen Abend kam der Mittelstaedt wieder nach Strzelce. Ich habe ihn aber nicht gesprochen, weil ich krank lag. Die aufgenommene Liste besitze ich zum Teil noch, indem der Herr Mittelstaedt sie nicht abgefordert hat. Es ist richtig, dass ich die Leute in Strzelce ebenso wie in Głogowiec aufgenommen habe und zwar auf einem Blatt mit Głogowiec. Dem Lehrer Pawłowski wurden hierauf die Aussagen der Zeugen: Nasse, Mantej und Czerwiński vorgehalten und erklärte derselbe hierauf. Ich bestreite die Richtigkeit der mir vorgelesenen Zeugenaussagen namentlich, dass ich mit einem Säbel bewaffnet gewesen, als ich nach Głogowiec kam und bleibe bei meiner Behauptung stehen, dass ich nämlich in Folge des mir aufgelegten Zwangs nur zu einem Zug gegen Russland die Aufzeichnungen der Leute in Strzelce und Głogowiec vorgenommen habe. Drohungen sind bei dieser Gelegenheit von mir nicht ausgestoßen worden und habe ich den Leuten ausdrücklich gesagt, dass es sich um einen Zug gegen Russland handele. Zu diesem Zug hat der Probst an demselben Tag, als ich nach Głogowiec ging, von der Kanzel aufgefordert und bei dieser Gelegenheit den Sohn des Oberamtmanns Brenneke als Hauptmann des Zuges vorgestellt. Die Schule habe ich während des Sommers regelmäßig gehalten.

2. Der Schmidt Christian Heinrich aus Strzelce; Ich heiße wie gesagt, bin 46 Jahre alt, evangelischer Konfession, früher zur Landwehr gehörig und noch nicht in Untersuchung gewesen; Eines Tages und zwar wie ich ganz bestimmt weiß, Ende März 1848, kam der Inspektor des Rittergutsbesitzers Mittelstaedt aus Konowo nach Strzelce und schrieb mit dem Lehrer zusammen die Leute auf. Der Lehrer sagte: wir müssten zu den Kossynieren. „Wer nicht geht, kriegt die Kugel vor den Kopf.“ Wohin es gehen solle, sagte er nicht. Eine Woche oder 14 Tage später verkündete der Probst Weyna in der Kirche, wo ich auch war, dass der ebenfalls gegenwärtige Sohn des Oberamtmanns Brenneke der polnische Kapitän sei. Ob es gegen die Russen oder sonst wohin gehe, sagte er nicht. Am Ostersonnabend arbeitete ich in der Schmiede als ich den Probst Weyna von seinem Gehöft nach der Kirche zu laufen, die Mützen schwingen sah und dabei rufen hörte „Za wiarą do Strzelna“ (für den Glauben nach Strzelno). Er sagte, die Deutschen hätten den Probst totgemacht, die Mutter Gottes mit Teer beschmiert und die Kirche beraubt. Darauf bewaffneten sich die Leute im Dorf, wie sie konnten mit Äxten, Heugabeln etc. Ungefähr 6 Mann setzten sich zum Probst auf den Wagen, ein (…) setzte sich auf den Wagen des Schulzen und ein Teil ging zu Fuß, worauf sich der Zug, der Probst an der Spitze, nach Strzelno hin in Bewegung setzte. Die Meisten der Mitgegangenen kamen in der Nacht zurück. Mitgegangen sind nur Polen, namentlich der Maurer Leist, der Wirt Bąk und Wirt (…). In der Zeit vor und nach dem Zuge von Strzelno bin ich zu wiederholten Mal Zeuge gewesen, wie der Probst Weyna von der Kanzel verkündete, dass der König von Preußen Posen abgetreten und dass jetzt hier alles polnisch sei. Eben dasselbe wiederholte er mir eines Morgens auf der Dorfstraße als ich den Leuten auseinandergesetzt hatte, dass der König von Preußen seine Adler selbst abnehmen lassen werde, wenn er Posen abtreten wolle. Der Herr Heinrich wiederholt seine Aussage dem Lehrer Pawłowski, soweit sie selbigen betrifft, ins Gesicht und erklärt sich bereit, seine sämtlichen Angaben zu beschwören. Der Herr Pawłowski bleibt dabeistehen, dass die Aufschreibung der Leute ausdrücklich mit dem Bemerken erfolgt sei, es gehe gegen Russland - Heinrich bestreitet dieses. Nachträglich bemerkt der Zeuge Heinrich mit Bezugnahme auf den Lehrer Pawłowski, dass derselbe vom Beginn des Aufruhrs bis nach der Ernte keine Schule gehalten habe. Der Lehrer Pawłowski erklärt, ich habe von Begin der Revolution bis zum letzten Tag vor Ostern Winter- und vom 1 Mai ab Sommerschule gehalten. In der Mitte des Monats Juli gab der Probst Weyna Ferien auf 4 Wochen, nach deren Ablauf die Kinder nur sehr unregelmäßig kamen. Ich habe mich nie geweigert, den deutschen Kindern deutschen Unterricht zu erteilen. Bei der Konfrontation erklärt der Heinrich, dass seine Aussage in Betreff des Schulbesuches der Kinder von dem Einlieger Lerch und nicht aus eigener Wissenschaft herrühre.

Verhandelt auf dem Königlichen Landrat Amt zu Mogilno, den 8 Dezember 1848, vorgeladen erschienen folgende Zeugen:

1. Der Wirt Wincenty Peyka aus Strzelce; Ich heiße, wie gesagt, bin 39 Jahre alt, katholisch, zum Landsturm gehörig und noch nicht in Untersuchung gewesen; Im Monat April ging der Lehrer Pawłowski im Dorf umher und schrieb mich und meine Leute auf. Ich erklärte, mich nicht aufschreiben lassen zu wollen. Der Pawłowski sagte aber, wir müssen aufgeschrieben werden. Zu welchem Zweck erklärte er nicht, obgleich ich ausdrücklich fragte: do czego mam się w te akta wpisać? Am Ostersonnabend kamen Estafetten an, worauf sich ein großer Teil der Dorfeinsaßen bewaffnet nach Strzelno auf den Weg machte. Unter ihnen der Probst Weyna mit seinem eigenen Wagen, auf welchem er selbst aber ohne Waffen mit einigen Dorfeinsaßen sich befand. Was die Leute in Strzelno wollten, weiß ich nicht, weil ich mich, um nicht mitzugehen, in mein Zimmer zurückgezogen hatte und nur aus dem Fenster zusah. Der Probst kam um 11 Uhr in der Nacht zurück. Soviel ich weiß, hat der Lehrer Pawłowski von Ostern bis zur Ernte keine Schule gehalten. Diese meine Aussage bin ich bereit zu beschwören. Bei der Unterschrift bemerkt Zeuge, dass der Lehrer Pawłowski einen gewissen von Nowicki mit zwei Töchtern und einem kleinen Knaben von George bis zur Ernte des Jahres in der Schulstube aufgenommen habe und dass diese Personen während der gedachten Zeit in der Schulstube gelebt und geschlafen haben. Der Peyka will selbst die Betten in der Schulstube gesehen haben.

2. Der Einlieger Andreas Riemer aus Strzelce; Über die mir vorgelegten Fragen kann ich nichts Wesentliches aus eigner Kenntnis bekunden als dass mein Schwager Lerch mir gesagt hat: durch den probst Weyna seien die Leute am Ostersonnabend aufgefordert worden, nach Strzelno zu ziehen und dass der Herr Weyna bei dieser Gelegenheit gesagt habe: „Za polską wiarą.“ (für die polnische Religion)

3. Der Krugwirt Georg Glaesmer aus Strzelce; Ich heiße, wie gesagt, bin 50 Jahre alt, evangelisch, Landwehrmann zweiten Aufgebotes und noch nicht in Untersuchung gewesen; Ich bin Zeuge gewesen, wie der Lehrer Pawłowski die Leute aufschrieb, ohne von einem Zug gegen Russland zu sprechen und wie der Probst Weyna am Ostersonnabend die Einsaßen von Strzelce nach Strzelno führte, indem er Sachen auf seinem Wagen hatte und zu den Einsaßen, deren einige auf seinem Wagen saßen, sagte: Nehmt, was ihr habt Äxte und Forken und wehrt die Religion. Diese meine Aussage bin ich bereit zu beschwören. Bei der Unterschrift deponiert der Glaesmer. Von George bis zur Ernte hat der Pawłowski keinen Unterricht gehalten und der von Nowicki mit seiner ganzen Familie d.h. Frau und 3 – 4 Kindern in der Schulstube gehalten. Glaesmer bittet als Zeuge für seine Aussage noch die Einsaßen und Wirte Czarny und Kwietczynski (Peter) aus Strzelce zu vernehmen.

4. Der Einlieger Martin Radke aus Strzelce; Ich heiße Martin Radke, bin 53 Jahre alt, evangelischer Religion und noch nicht in Untersuchung; Über die mir vorgelegten Fragen kann ich aus eigener Wissenschaft nur so viel bekunden, dass der Pawłowski, während des Sommers keine Schule gehalten hat.

Die Richtigkeit vorstehender Abschrift wird hiermit bescheinigt. Mogilno, den 29 Dezember 1848. Königlicher Landrat

W następstwie prezydent prowincji skierował pismo do Rządu Królewskiego o rozpoznanie sprawy i zdecydowanie, czy Pawłowski splamił urząd nauczyciela i powinien zostać zwolniony. Nie poniósł jednak większych kar. W październiku 1849 po narodzinach dziecka stan zdrowia Pawłowskiej znacznie się pogorszył co groziło zgonem. Po tym jak lekko wyzdrowiała, musiała mimo wszystko pozostać w łóżku. Do finansowego obciążenia doszedł nieurodzaj w plonach kartofli. Wnioskowana pomoc rządowa wyniosła 5Rtlr. 9 marca 1850 ubiega się o posadę nauczyciela w Trzemesznie za zmarłego Weinkauf. Została jednak zajęta przez nauczyciela Szafrańskiego co wzbudziło niechęć u mieszkańców, którzy wspierali Pawłowskiego. Posady jednak nie dostał. 20 maja 1850 wnioskuje o 4 tygodniowy urlop, który wraz z 4 tygodniami wakacji letnich chciał poświęcić nauce gry na organach u Józefa Patrzykowskiego w Łopiennie, na co dostał zgodę. Objęcie funkcji organisty w Strzelcach miało zagwarantować dodatkowy dochód. 27 kwietnia 1851 rozpoczął pracę w katolickiej Szkole Miejskiej w Inowrocławiu. 10 lutego 1853 został wybrany przez Szkolny Zarząd na drugiego nauczyciela. Pawłowski był dobrym nauczycielem i miał dobre referencje ze szkoły w Trzemesznie. Rząd jednak wybrał na to miejsce nauczyciela Ellmann z Mogilna, którego odrzucał Zarząd Szkolny. Powodem był zarzut, jakoby Ellmann przed kilkoma laty miał mieć cielesne kontakty ze swoją przyrodnią siostrą i dostał wyrok o alimenty.

From USA to Poland

Stephan Krantz (1947) i jego żona Mary Kranz mieszkający w Chicago wraz z Marilyn Meyer i Heather Drabczyk odwiedzili po raz pierwszy Polskę i wzięli udział w spotkaniu rodzinnym zorganizowanym przez Wojtka Kranc na początku września 2017. Marilyn i Heather są potomkami Maksymiliana Krantz i Krystyny Hoppe, który z drugą żoną wyemigrował do USA. Spotkanie dostarczyło wiele wzruszeń i trochę łez.

Zmiana nazwiska

Na podstawie Zarządzenia Nr. 72 Prezesa Rady Ministrów z dnia 7 kwietnia 1952 r. w sprawie pisowni nazwisk i imion w dowodach osobistych i tymczasowych zaświadczeniach tożsamości, dokonano zmian pisowni nazwiska Krantz na Kranc.

Józef Krantz (1880-1963) na polecenie P.K.M.O. Inowrocław z dn. 08.05.1953 Nr.9226/53 zmieniono pisownię nazwiska na Kranc.

Kazimierz Krantz (1889-?) na polecenie P.K.M.O. Żnin z dn. 07.10.1952 Nr.E25/53 zmieniono pisownię nazwiska na Kranc.

Józef Krantz (1891-1953) na grobie jest nazwisko Kranc; prawdopodobnie zmieniona pisownia.

Zygmunt Krantz (1904-1961) na podstawie zawiadomienia Powiatowego Biura Ewidencji Ludności i D.O. w Świeciu z dn. 28.04.1954 Nr.10723/II/54 zmieniono pisownię nazwiska na Kranc.

Dyspensa

Maria Krantz (1894-1972) z przekazu p. Bartnik wiemy:

To była fajna babka, bardzo wesoła i towarzyska. Lubiła opowiadać kawały, zwłaszcza polityczne... No i prawdą jest, że bardzo bała się burzy od jednego pobuty we Wrześni. (Raz w nocy podczas burzy została obudzona i z wszystkimi domownikami siedli przy stole przy zapalonej świecy i się modlili.) Gdy przychodziła na imieniny moich dziadków, to zawsze oprócz wspomnień i nowinek od Krantzów z Wrześni, były historie o duchach. Ona bardzo interesowała się genealogią - to była encyklopedia wiedzy o rodzinie, bliższych i dalszych krewnych. Kiedyś starała się wytłumaczyć w jaki sposób rodzina Krantz jest spokrewniona z rodziną Aleksandra Fredro. Moja babcia wówczas zupełnie pogubiła się w tych wywodach i zdenerwowała, od słowa do słowa i prawie się pokłóciły. Dziadek musiał szybko zmienić temat. Innym razem ciotka Mania Krantz przyszła do mojej mamy z nowiną: Irka, czy ty wiesz, że twoja koleżanka z gimnazjum Krysia Mariańska jest z tobą spokrewniona? Moja mama oczywiście nic na ten temat nie wiedziała, więc zaczął się wywód na półtorej godziny, którego i tak nikt nie zapamiętał.
Po śmierci 1-szej żony w 1942 roku Maria przyjechała do Obornik aby pomóc mu w gospodarstwie domowym. Jednak jej pobyt znacznie się wydłużył i ludzie zaczęli plotkować, że żyją bez ślubu na tzw. "kocią łapę". Oboje byli mniej więcej w tym samym wieku około 60 lat (w grę nie wchodziły już dzieci), więc otrzymali zgodę na ślub kościelny mimo pokrewieństwa. Poza tym Stanisław miał ładną emeryturę, a Maria nie miała. Po jej śmierci w Kiszkowie ks. Leszek przyjechał do Obornik załatwić formalności w USC i miał z tego powodu problemy, bo urzędniczka nie mogła zrozumieć jak to możliwe, że mąż i żona mieli to samo nazwisko przed ślubem. Biedny Leszek musiał się nieźle "gimnastykować" żeby dostać akt zgonu dla załatwienia formalności związanych z pogrzebem. Ze zdobytym dokumentem przyszedł do mojej mamy...podobno bardzo zdenerwowany. Byłam na jej pogrzebie z Mamą, wujem Ignacym i ciotką Zosią S. Mieszkanie w Obornikach ks. Leszek likwidował dopiero po jej śmierci.
Rysiu z Emilią i małą Małgosią często odwiedzali ciotunię w Obornikach. Leszek i Rysiu bardzo lubili ciocię Marię Krantz.

Represjonowani

W tym dziale są wyszczególnione osoby represjonowane podczas drugiej wojny światowej. Należą do nich osoby aresztowane, więzione w obozach lub więzieniach. Także jeńcy wojenni ze Stalagów lub Oflagów. Niektóre z nich były zwalniane i otrzymywały status robotników przymusowych z zatrudnieniem w przemyśle lub w rolnictwie.

Bronisław Krantz (1878-1949) 09.05.1940 przywieziony do Dachau; 03.09.1940 przeniesiony do Sachsenhausen, numer więźnia 9329;

Józef Krantz (1884-1939) 1939 aresztowany przez hitlerowców i osadzony w Forcie VII w Poznaniu, gdzie zmarł w wyniku tortur; 09.12.1939 jego żona osadzona w obozie przesiedleńczym Poznań Główna na ul. Bałtyckiej i wywieziona do Generalnej Guberni;

Józef Krantz (1887-1962) 03.05.1944 areszt Gestapo we Wrześni; 03.05.1944-03.10.1944 obóz karny w Żabikowie;

Maksymilian Wincenty Krantz (1901-1994)
18.09.1939 - wzięty do niewoli jako jeniec 1 Batalionu Sił Balonowych w Łucku;
26.10.1939 - osadzony w obozie Jeleno-Karakubskowo w miejscowości Karakub (Ukraina); pracował prawdopodobnie w kopalni rudy;
15.12.1939 - wypełnia ankietę dla Głównego Zarządu NKWD do spraw jeńców wojennych i internowanych;
15.06.1940 - jest w obozie w Siewżełdorłag (ZSRR); prawdopodobnie pracował przy budowie Kolei Północno-Peczorskiej, która miała połączyć miejscowość Kotłas z kopalniami węgla w Workucie;
04.12.1940 - wypełnia kolejną ankietę, którą uzupełnia kilka dni później o dodatkowe informacje: że ani on ani rodzina nie mieszkali w Związku Radzieckim oraz nie bywał za granicą;
1940/1941 - czyni starania o uwolnienie pisząc do Ludowego Komisarza Spraw Wewnętrznych w Moskwie: 18 września 1939 r. ja niżej podpisany byłem wzięty do niewoli przez Armię Czerwoną w m. Łuck na Wołyniu. Urodziłem się w m. Pakość, woj. poznańskie i mieszkałem w m. Bydgoszcz, woj. pomorskie. Ponieważ te miejscowości przeszły w niemieckie władanie to tym samym stałem się niemieckim obywatelem. Dlatego zgodnie z umową o wymianie ludności między ZSRR a Niemcami proszę wysłać mnie do domu do Niemiec. Nadmieniam, że pierwsze 8 miesięcy byłem w Donbasie, a od czerwca 1940 r. znajduję się w 13 kolumnie, 4 oddziale;
1940/1941 - wysyła korespondencję do Konsula niemieckiego w Moskwie z prośbą o uwolnienie: Ich Kriegsgefangener Krantz Maks bin geboren 30.09.1901 zu Pakosch, Kr. Mogilno, Provinz Posen. Jetzt (...) in Bromberg, Peterson Platz nr 3. Bitte das deutsche General-Konsulat in Moskau Deshalb trage ich die Bitte zu dem deutschen General-Konsulat, und mir die Möglichkeit zu geben, um als Freiwiliger zu dem deutschen Militar einzutreten. Und ich bin auch in der Hofnung, dass meine Bitte wird eingestelt. Mit einem deutschen Gruss, Heil Hitler und Heil Sieg. 04.12.1940, 13 kolumna, 4 oddział;
1940/1941 - próby uwolnienie podjął ponownie u niemieckiego konsula pana Graf von Schulenburga w Moskwie: 5 grudnia 1940 r. zwróciłem się do Was z pismem, panie konsulu, z prośbą o pomoc w uwolnieniu mnie z niewoli. Prośbę swoją motywowałem tym, że urodziłem się w 1901r. w Pakości woj. poznańskie i mieszkałem w m. Bromberg ul. Petersonplatz 3/1. Ziemie te przeszły z powrotem w niemieckie władanie, a ja jestem w duchu i z pochodzenia Niemiec i zamierzam wstąpić jako ochotnik do niemieckiej armii. Do tej pory nie otrzymałem odpowiedzi na moją prośbę dlatego zwracam się jeszcze raz panie konsulu o pomoc w mojej sprawie;
30.03.1941 - wysyła z obozu Siewżełdorłag - Północny Kolejowy Obóz Pracy NKWD ponaglenie do Ludowego Komisarza Spraw Wewnętrznych – Berii w Moskwie: Niedawno otrzymałem zawiadomienie, że pisma moje skierowane do NKWD i do niemieckiego ambasadora z prośbą o uwolnienie mnie z niewoli, były wysłane do miejsca ich przeznaczenia 22/II-1941 r. pod nr nr 22/238 – 22/237. Jak do tej pory nie otrzymałem na nie odpowiedzi, proszę pośpieszyć się z rozpatrzeniem mojego pytania i powiadomić mnie możliwie pilnie o postępie sprawy. Jednocześnie wysyłam powtórnie pismo do niemieckiego ambasadora z prośbą o wstawiennictwo w uwolnieniu mnie z niewoli;
30.05.1941 - wypełnia kolejną ankietę dotyczącą jego działalności politycznej. Sporządzający dokument stwierdził, że odmówił podpisu i motywuje to tym, że podpisał protokół "20 razy";
18-20.07.1941 - w wykazie jeńców odesłanych z Siewżełdorłagu NKWD do Jużkiego obozu NKWD;
lipiec/sierpień 1941 - przebywa w obozie Juża (ZSRR);
03.09.1941 - przebywa w obozie Tatiszczewo (ZSRR); tam wcielony do Armii Andersa - prawdopodobnie do 5 Wileńskiej Dyzwizji Piechoty, przemianowanej na 5 Kresową Dywizję Piechoty, która na początku 1944 została przetransportowana na Półwysep Apeniński;
1943 - we Włoszech widział się z bratankiem - Leo Krantz.

Stefan Kranc (1902-1955) 1944 aresztowany na Litwie; do 05.02.1945 w więzieniu we Wilnie (Litwa); 05.02.1945 wysyłany razem z 2502 osobami do łagru nr 283 w Stalinogorsku (obecnie Nowomoskowsk), obwód tulski (dziś moskiewski); 13.12.1945 w Poznaniu repatriacja;

Adam Sylwester Krantz (1904-1974) w kampanii wrześniowej oficer-płatnik podporucznik rezerwy w 69 pułku piechoty Gniezno; 20.09.1939 w Czerwińsku wzięty do niewoli; jeniec wojenny Stalag I - A Stablack, nr więźnia 20369; jeniec wojenny Stalag XVIII - A Wolfsberg, nr więźnia 20369; jeniec wojenny Oflag XVIII - A Lienz; od 30.05.1940r. Oflag II - C Woldenberg, nr więźnia 20369;

Konstanty Krantz (1909-1995) 05.08.1940 był jeńcem wojennym; 27.19.1945 władze amerykańskie wydały zaświadczenie o jego polskim obywatelstwie; oświadczył, że do Polski na razie nie wraca;

Edward Zygmunt Krantz (1912-2000) 1939 w kampanii wrześniowej podchorąży kapral (Fähnrich) w 83 Bahngruppe (saperzy); wzięty do niewoli w Obtuże; 19.09.1939-26.11.1940 jeniec wojenny - Stalag II - A, Neubrandenburg, nr 9717; 26.11.1940 zwolniony jako robotnik cywilny;

Zofia Helena Krantz (1913-2006) 04.1942-04.1945 praca przymusowa w Krupp w Magdeburg; karta pracy 231/21792 Magdeburg 14.4.1943;

Jan Krantz (1914-1977) jeniec wojenny - Stalag II - E, Schwerin, nr 6737; 20.07.1940r. zwolniony do Urzędu Pracy Gorzów Wlkp.;

Teodor Krantz (1915-1987) 09.1939 uczestnik kampanii jako podchorąży w 57 pułku piechoty i wzięty do niewoli w Rybowo; 17.09.1939-22.11.1940 jeniec wojenny - Stalagu VI - A, Hemer, nr. 105; 22.11.1940 zwolniony jako robotnik cywilny do pow. Lemgo; adres rodziny: M. Kranz Posen Moltke;

Aleksander Krantz (1919-1971) 1940 wrócił jako jeniec wojenny z niewoli niemieckiej do Kłecka;

Janina Krantz (1920-?) 27.04.1942-01.11.1943 pracowała w Metrawatt Aktiengesellschaft w Nürenberg, pracownik ręczny; 01.11.1943-04.1945 pracowała u Gutmann w Weissenburg/Bayern, Emetzheimerstr. 1;

Bronisław Marian Krantz (1920-1985) 02.07.1940 pracował na kolei w Oebisfelde/Gardelegen; 13.08.-04.10.1940 pobyt w szpitalu okręgowym St. Marienberg/Helmstett z powodu zapalenia wyrostka robaczkowego; 04.1945 uwolniony przez Amerykanów;

Leszek Krantz (1920-?) 01.11.1942 aresztowany przez Gestapo we Warszawie za przynależność do AK; był studentem i mieszkał na ul. Długa 46/5; 18.01.1943 Majdanek pod Lublinem, nr więźnia 3235, polityczny; 5.03.-11.05.1943 paczki; 03.04.1943 lub 08.05.1943-11.04.1945 do KZ Buchenwald, polityczny, nr więźnia 11921, ślusarz, Blok 62, nieżonaty, ważył 68 kg, wzrost 183cm; był w komando ścieki i kanalizacja; podobno nigdy nie chorował; waga: 15.05.43 - 70kg, 31.11.43 - 79kg, 13.01.44 - 79kg, 10.04.44 - 75kg, 10.08.44 - 76kg; 11.05.1943-21.02.1945 pracował w Buchenwald; 22.05.-28.05.1943 miał grypę (4 dni zw.); 07.07.1943 skaleczenie na lewej ręce (7 dni zw.); 14.03.1944 żołądek (5 dni zw.);

Stefania Józefa Felicja Krantz (1922-1949) 03.05.1944 areszt Gestapo we Wrześni, w tej samej sprawie co jej ojciec; 03.05.1944-03.10.1944 obóz karny w Żabikowie, skąd wyszła z otwartą gruźlicą płuc;

Paulina Maria Krantz (1922-1997) robotnik przymusowy w Warnecke GmbH Continental-Konserven-Präservenfabrik w Hildesheim; 23.03.1945 uwolniona;

Czesław Kranz (1922-1943) miał krótkie życie, które zakończyło się tragicznie. Z przekazu ustnego od Wojciecha Kranc dowiadujemy się że:

W czasie okupacji 1942/43 rodzina Kranc w Gniewkowie ukrywała młodego chłopaka, który był ich krewnym. Nie wiadomo skąd uciekł i jak długo się ukrywał w ich mieszkaniu, ale dużo opowiadał 10-letniemu Wojciechowi Kranc. Miał przy sobie prawdziwe dokumenty po kobiecie, która miała na imię Maria i które zostały przerobione na męskie imię Marian. Nie wiadomo jak je zdobył. Oprócz tego miał kamuflaż – prawa ręka w temblaku, tak aby nie móc sięgnąć dokumentów, które nosił w tylnej kieszeni. Znał rosyjski co w tych czasach nie było naturalne. Pewnego dnia przyszedł do mieszkania niemiecki policjant i wypytywał o obcą osobę, która jest u nas widywana. Jakiś "życzliwy" sąsiad musiał donieść o tym na policję. Ukrywającego się chłopaka już u rodziny Kranc nie było. Następnie Wojciecha siostra pobiegła do kogoś (krewni we Wierzchosławicach albo we Wielowsi), aby ich ostrzec, że jest on poszukiwany. Jego dalszy los był nieznany. Prawdopodobnie pojmany i osadzony w obozie, bo przyszła kartka do nas z obozu.

W drugiej połowie 1942 roku Czesław Krantz wszedł w posiadanie dokumentów tożsamości kobiety o nazwisku Maria Winger. Kobieta pracowała 06.07.1942-31.12.1944 w Sömmerda/Erfurt w Rheinmetall-Borsig AG, gdzie polerowała łuski do nabojów. Była robotnikiem przymusowym. Jego związek z tą kobietą nie jest wyjaśniony jak i sposób w jaki wszedł w posiadanie dokumentów. Po ucieczce z Naxon-Union we Frankfurcie nad Menem, gdzie był pomocnikiem, pojawia się w Gniewkowie u rodziny Kranc. Wujka Józefa prawdopodobnie w tym czasie nie było - ugościła go ciocia. Tam opowiada Wojciechowi Kranc o sfingowanych dokumentach. Gdy w styczniu 1943 zostaje aresztowany przez Gestapo Erfurt legitymuje się podrobionym dowodem. Dostaje wyrok 8 tygodni "Arbeitserziehungslager" z powodu opuszczenia miejsca pracy i trafia do Buchenwald. Podaje fałszywe dane znajomego: Franz Kwiatkowski w Scherendorf (Hohensalzer) oraz ostatnie miejsce zamieszkania: Landmath. Fabr. Josef Kranz w Jarocinie. W dokumentach obozowych figuruje jako Marian Winger: - i tak pozostanie aż do jego śmierci. W obozie Ravensbrück dochodzi do zmiany numeru obozowego z 9029 na 5484. Wtedy prawdopodobnie zmienia się jego zakwalifikowanie z ASR (Arbeitsscheu Reich) na AS (Asozial). Na początku kwietnia zostaje przeniesiony do nowego obozu we Wernigerode, który dostarczał siłę roboczą dla Rautal-Werke. Zakład potrzebował fachowców do produkcji bloków do cylindrów dla samolotów. Po przyjeździe na miejsce lekarze określają jego stan jako bardzo zaniedbany. Praca odlewnika była bardzo ciężka i niebezpieczna. W połowie września zostaje skierowany z powrotem do Buchenwald. Razem z pięcioma współwięźniami (Filipek Antoni, Obernij Iwan, Serdjuk Alexej, Sportesnoj Artjon, Polzikow Nikolaus) podejmuje próbę ucieczki podczas transportu. Wszyscy zostają szybko złapani i otrzymują "Fluchtpunkt". Mogą pracować tylko w obrębie obozu. Na ogólny rozkaz Reichsführer-SS wszyscy zostają 24.10.1943 straceni przez powieszenie. Przeprowadzenie egzekucji tuszowano w kartotekach więźniów wpisem o rzekomym przetransportowaniu - "überführt!". Dlatego nie figurują na obozowych listach zmarłych, a jedynie w USC Weimar. Według nomenklatury obozowej był to "transport do nikąd". Po jego śmierci zostaje zdemaskowana jego podwójna tożsamość. Administracja obozowa sporządza nową kartotekę na Czesława Krantz. Na niej pojawiają się poprawne dane oraz kontakt do krewnej: babcia Józefa Krantz zam. w Pakości na ul. Łazienkowej 1. Kiedy i gdzie spotkały się drogi Czesława Krantz i Marii Winger pozostaje nieustalone. Ona urodzona 26.12.1915 roku w Chwałkowie/Książ Wlkp., ślubuje 1945 w Jarocinie Stanisława Szatkowskiego. Umiera 17.10.2003 roku w Jarocinie, gdzie zostaje pochowana.

11.03.1940 - pobyt w Kreis Landau/Isar (13.08.1947);
27.10.1941 - pobyt w Mettenhausen Kreis Landau/Isar (18.05.1947);
27.10.1941 - pobyt w Waibling Kreis Landau/Isar (08.08.1947);
09.12.1941 - 16.03.1942 pobyt w miejscowości Exing Kreis Landau/Isar (26.11.1947); tutaj doszło do stłuczenia biodra;
28.02.1942 - 10.03.1942 stłuczenie biodra, pobyt w szpitalu;
19.03.1942 - 16.10.1942 pobyt we Frankfurcie; ostatni adres Waldschmidstrasse 33, Zivilarbeiterlager (Naxos-Union);
16.10.1942 - zmiana miejsca zakwaterowania we Frankfurcie na Scheidswaldstr. 28, Zivilarbeiterlager (Naxos-Union); stąd uciekł do Polski;
nieznane - prawdopodobnie ukrywa się u rodziny Kranc w Gniewkowie;
10.01.1943 - aresztowany przez Gestapo Erfurt;
21.01.1943 - przywieziony transportem 193 więźniów do Buchenwald i osadzony w bloku 17; ASR więzień, numer 9029;
29.01.1943 - zostały zabrane mu rzeczy osobiste - sakiewka z 3 RM 10 Pfenig, 1 golarka, 1 (...), 1 (...);
01.02.1943 - przewieziony transportem 150 więźniów z Buchenwald do Ravensbrück; blok 17, Pole, numer 9029;
30.03.1943 - przewieziony transportem 2 więźniów z Ravensbrück do Wernigerode; Metallgiesser-Facharbeiter, Arbeitscheu, Pole, numer 5484;
07.04.1943 - przekazanie Winkel i numeru więźnia z Ravensbrück do SS Lager Rautal-Werke Wernigerode;
15.09.1943 - transport 16 więźniów z Wernigerode do Buchenwald; Pole, numer 5484, Giesser;
15.09.1943 - próba ucieczki podczas transportu z pięcioma współwięźniami;
16.09.1943 - miał zostać przeniesiony z bloku 17 do bloku 37, ale ponieważ uciekł, został z listy skreślony;
17.09.1943 - otrzymuje "Fluchtpunkt" za ucieczkę;
23.09.1943 - przeniesiony z bloku 17, gdzie się odbywała kwarantanna, do bloku 16;
16.10.1943 - stan konta 10 Marek;
24.10.1943 - stracony przez powieszenie za próbę ucieczki; osadzony w bloku 16;
22.11.1943 - według ustawy z dnia 5.7.1941 pozostałości po więźniu zostają zlikwidowane, dobre ubrania przekazane przeznaczonym do pracy Polakom przy ich zwolnieniu;

Eugeniusz Krantz (1924-2000) 10.1940-05.1945 zatrudniony w rolnictwie w Rethwisch (Niemcy);

Wanda Krantz (1925-?) 1944 robotnik przymusowy w Bad Sooden-Allendorf (Witzenhausen);

Łucjan Krantz (1929-2001) 03.1943-01.1945 praca przymusowa w Poznaniu;

Marian Krantz (1930-1999) 01.09.1944-01.04.1945 zatrudniony przymusowo w rolnictwie w Sernau-Gamlitz (Austria);

Odwach

Wincenty Krantz (1793-1872) wraz z Antonim Kochanowiczem wzięli w 1828 roku po 600 zł. pożyczki na dachowanie domu. Pożyczki zatwierdziła Komisja Miary i miały zostać oddane w trzech ratach z naliczonym procentem. W sumie każdy z nich musiał oddać 660 zł. 6 września 1935 wnioskuje o odszkodowanie za zakwaterowanie wojsk na odwach oraz przejęcie stajni w okresie od 01.11.1831 do 15.04.1832. Do czerwca 1836 wysyłane są 4 ponaglenia o rozpatrzenie sprawy. Zakończenie sprawy jest nieznane.

Księża w rodzinie

Ignacy Marcin Krantz (1779-1852), proboszcz Sompolnicki, był jedną z bardziej barwnych postaci w rodzinie Krantz.

W 1816 roku obwieszczony został na drzwiach kościoła konkurs na proboszcza kościoła. Z uwagi na to, że Ignacy pełnił już rolę komendarza parafii, starał sie o tę posadę. W tym samym roku doszło w mieście do pożaru, a ogień doszedł do cmentarza i spalił kilka przęseł parkanu. Proboszcz nakazał rozebrać pozostałe przesła i wykorzystał je do budowy kurników i podłogi w stajniach.

W roku 1819 w dniu imienin ks. Ignacego Krantz tj. 31 lipca na probostwie odbyła się huczna zabawa. Gościli: chorąży Józef Morzycki z Wierzbia, ks. Jan Okoniewski pleban Mąkolna, były oficer polski J. Pan Bochasiewicz z żoną oraz Wincenty Krantz z żoną. Z donosu burmistrza Szostakowskiego, który śledztwa nie dożył, wynikało, że doszło na niej do spoliczkowania księdza. To wzbudziło wielkie zgorszenie. Powodem sprzeczki było słowo Fatter, które powiedział Bochasiewicz do Wincentego Krantz, po czym doszło do bójki między nimi. Faktu spoliczkowania proboszcza jednak nikt nie potwierdził. Kolejnym zarzutem było niepoprawne grzebanie ciał na cmentarzu, na co zwrócił uwagę burmistrzowi w lipcu przez miasto przejeżdżający Komisarza Oświecenia. W dniu 15 października doszło na probostwie do spotkania Delegowanego Komisarza Cynke z proboszczem i wezwanymi świadkami. Wszystko odbyło się w formie inkwizycji, która nic szczególnego nie wykazała. Z zarzutów księdza oczyszczono i skończyło się na reprymendzie oraz pouczeniu. W czasie przesłuchań jeden ze świadków jedynie wspomina, że ludzie mają podejrzenie, że Ignacy Krantz utrzymywał zażyłe kontakty ze swoją bratową, zanim wyszła za mąż za Wincentego Krantz.

Na wniosek proboszcza i w skutek dyspozycji Komisji z dnia 11 marca 1823 ewangelicy i Żydzi zamieszkali na dawnym kościelnym folwarku objęci zostali podatkiem dziesięciny. Pobrana miała być za ostatnie 20 lat, co wywołało oburzenie. Także wieczyści dzierżawcy "Predigerland" wystosowali protest argumentując, że w umowie nie była wskazana. Argumentacja władz była taka, że do roku 1801, kiedy to grunty folwarku kościelnego zostały rozdane między kolonistów, kościół w Sompolnie otrzymywał z nich dziesięcinę w wysokości 23Rtlr. Jednocześnie Rząd stwierdził, że dzierżawcy "Predigerland" odpowiadają jedynie za czas dzierżawy gruntu, czyli za ostatnie dwa lata. 25 maja 1825 doszło do spotkania zainteresowanych stron z udziałem burmistrza i Komisarza Cywilnego. Ponieważ przy podziale folwarku część gruntu została przy probostwie, koloniści deklarowali chęć opłacania jedynie z posiadanych gruntów, a nie z całości. Nadal twierdzili, że ich grunty nigdy nie były objęte tym podatkiem i zgadzają się jedynie na dziesięcinę ułożoną podług dekretu królewskiego z dnia 18 marca 1817. Natomiast proboszcz Krantz twierdził, że wspomniana dziesięcina nie była wytyczną, lecz jak się okazało z pruskich anszlagów była podana do lustracji z roku 1789 jako pieniężna. Proces w tej sprawie trwał aż do połowy 19 wieku.

W latach 1821-23 kierowane są wobec proboszcza w Sompolnie kolejne zarzuty. A to, że z nauczycielem Szkoły Elementarnej Pawłem Lutnickim prowadzi prywatne kłótnie i destabilizuje jego pracę, a to, że ks. Szymański, który w Biurze Komisji 30 zł. wyłożył i uwolnienie od egzekucji dla proboszcza sompolińskiego załatwił, pieniędzy nie może odzyskać, a to, że proboszcz w 1818 parkan na cmentarzu rozebrał i nowego nie postawił. Jednak najcięższe zarzuty padają w październiku 1823 wyartykułowane przez "burzyciela spokojności" Jana Wojciechowskiego, odsiadującego wyrok w areszcie brzeskim: 1. że brat księdza Krantz nie raz wyrzucał żonie, iż jedno dziecko nie jest z nim, ale z księdzem Krantz spłodzone; 2. że ks. Krantz z ewangeliczką Antrow także dziecko, które chrzcił ks. Luterański, a dowiedziawszy się o ojcu, naśmiewał się; 3. że ks. Krantz z panną Karwowską w jednym płodzie miał dwoje dzieci, które sam ochrzcił i do Lubotynia wywiózłszy, zostawił nad jeziorem i że te dzieci z głodu potem poumierały; 4. że ks. Krantz Żydówkę Meierównę w ręce publicznie całuje i pod parasolem z nią chodzi, bywa u jej ojca przed nabożeństwem w niedziela i święta z nim się w gębę całuje; 5. że zachęcając parafian w kościele do ogrodzenia cmentarza, który sam rozebrał, używał na nich (...) pomsty. Dnia 3 grudnia 1823 doszło do procesu i inkwizycji świadków ze strony oskarżonego, natomiast 16 stycznia 1824 przesłuchano świadków oskarżyciela. Jak się okazało, większość zarzutów była bezpodstawna i szkalująca dobre imię proboszcza. 17 stycznia 1824 sprawa została umorzona.

W roku 1843 burmistrz miasta w wyniku śledztwa dowiódł, że ks. Krantz od momentu administrowania parafią czyli od roku 1812, utrzymywał w jednym z domów parafialnych szynk. Ponieważ nie posiadał żadnych praw nadawczych, zostawał przy zadawnionej z lat używalności. Do roku 1843 karczma proboszczowska była osobną i niezależną realnością. Później mieszkańcy miasta Sompolna nabywszy od proboszcza szynk, wcielili go ogólnej dzierżawy propinacji, mieli za to obowiązek płacenia mu rocznie 45 Rubli. Z obowiązku tego wywiązywali się nieregularnie.

Dodatkowo od roku 1840 proboszcz czynił starania o zwolnienie go z części podatków, co zostało w 1841 odrzucone. Płacąc podatki w części lub wcale mógłby sprzedawać trunki po cenach konkurencyjnych. Gdy w 1842 miasto miało problemy ze sprzedażą dzierżawy propinacji miejskiej po akceptowalnej cenie, upatrywano niepowodzenie tej licytacji w istnieniu konkurencyjnego szynku proboszczowskiego. Gdy w roku 1836 został w Sompolnie zamknięty i opieczętowany stary kościół, proboszcz rozpoczął w 1845 budowę obecnego kościoła, w którym dwa lata później odprawiono pierwszą mszę. Podczas gdy stary kościół był zamknięty, a nowego jeszcze nie było, wybudował kaplicę drewnianą przy plebani (obecnie stoi szkoła powszechna), gdzie odprawiał nabożeństwa. Mieściła ona do 50 osób. W pierwszym jednak roku (tj. w lipiec 1838) kaplica ta spaliła się, a Ignacy wybudował na tym miejscu inną kaplicę murowaną. Znajdowała się ona zaraz przy karczmie, co wspomagało dodatkowo zyski ze sprzedaży i szkodziło konkurencji. Burmistrz Mężyński przyczynił się do odbudowy domu i zabudowań gospodarczych proboszcza, które spłonęły w pożarze w 1849.

W kolejnych latach kluczowym zagadnieniem stało się rozstrzygnięcie kwestii jurysdykcji folwarku proboszczowskiego, składającego się z trzech budynków: będąc erygowanym z gruntów wiejskich należał do gminy, czy mając miejską numerację administracyjną domów należał do miasta? Wiele wskazywało, że folwark całe lata korzystał ze wszystkich udogodnień, które daje miasto, także w kwestii prowadzenia działalności. Z drugiej strony folwark był jednak uważany za realność wiejską, leżącą poza miastem i graniczącą jedynie z gruntami miejskimi. Ponadto okazało się, że zabudowania mieszczą się w ogólnej masie asekuracji z miastem i tam była uiszczana składka ogniowa i kwaterunkowa. Nie mniej podatek skarbowy był oddawany do kasy powiatowej, jak dla realności wiejskich.

Ważną sprawą były także warunki, które leżały u podstaw licytacji podatku zyskowego z dzierżawy szynku. Hersz Koniński np. licytując zyskowe miał przekonanie, że opłacane jest ono w całości. Jakakolwiek ingerencja w ten stan rzeczy powodowała przeterminowane płatności w wypłacaniu raty dzierżawy. A podatek z szynku probostwa przypadający wynosił około połowy dochodu zyskowego z tej karczmy. Dodatkowo dzierżawca mógłby wyjść z pretensjami o niedotrzymanie warunków umowy i żądać zwrotu zaległości od miasta. Decyzją dnia 15 grudnia 1845 odmówiono wypłaty Herszowi Konińskiemu zaległej opłaty zysku od trunków argumentując to tym, że miasto nigdy takiej opłaty nie pobierało. Dnia 10 stycznia 1846 Książe Namiestnik Królestwa zdecydował o przydzieleniu folwarku do jurysdykcji miejskiej.

Z mocy paragrafu 2 kontraktu jaki posiadał Hersz Koniński będąc dzierżawcą dochodu zyskowego z całego miasta od wszystkich mieszkańców, dalej skarżył decyzje odmawiające jemu prawo poboru opłaty. Jego niedobór z tego tytułu wynosił na koniec lipca 1845 około 200 rubli. Nie można się więc dziwić, że pismem z dnia 1 września 1847, podsumowującym całą batalię o swoje prawa, celnie wytyka władzom niekonsekwencje w podejmowaniu decyzji oraz oskarża burmistrza i proboszcza o zmowę i działania na niekorzyść miasta. Kolejne lata minęły na rozpatrywaniu, czy należną opłatę zyskowego przydzielić miastu czy raczej dzierżawcy zyskowego. Jeszcze po śmierci proboszcza na etacie miejskim zantotowane były zaległości z tytułu opłaty konsensowej, które zostały umorzone, bowiem Ignacy Krantz nie pozostawił po sobie żadnych środków.

W roku 1835 nauczycielem niemieckiej szkoły w Sompolnie został Karl Ferdinand Antrow. Był on człowiekiem wykształconym. Ponieważ jego wynagrodzenie i inne benefity były nieporównywalnie gorsze od jego polskiego kolegi, Ignacy Krantz, który pełnił funkcje prezesa Dozoru Szkolnego w Sompolnie, zaangażował się w polepszenie jego uposażenia. Kolejni postorzy dążyli do odłączenia niemieckiej szkoły od kurateli katolickiej, jednak śmierć niemieckiego nauczyciela w 1853 zatrzymała ten proces.

Podczas swojej posługi w Sompolnie ksiądz Ignacy wydzierżawiał probostwo innym osobom. Znamy kilku posesorów probostwa: 1820-20.06.1833 Wincenty Krantz, 11.09.1828-20.10.1831 Józef Krantz, 13.07.1831 Michał Krantz lat 45, 09.11.1834 Michał Siwiński lat 42, 14.02.1838-11.10.1847 Wincenty Krantz, 06.04.1840 Edmund Tański lat 24, 25.11.1846 Józef Żakowski lat 26, natomiast dzierżawcami zyskowego z karczmy proboszczowskiej byli: 1839 Mosiek Koniński, 1840/42 Goltz, 1843 Matecki, 1844/47 Hersz Koniński.

Augustyn Nikodem Dyonizyusz Krantz (1844-1925) pod koniec swojej posługi był proboszczem w wielu parafiach. Jego stosunki z parafianami były napięte, co było prawdopodobnie wynikiem jego trudnego charakteru i skutkowało częstymi przenosinami, nierzadko na własną prośbę. Z kolei osadzenie w domu emerytowanych księży w Ciechocinku stanowczo odrzucał. Jako proboszcz Raczyna w latach 1921/23 przeżył napady bandyckie na plebanię i został ograbiony. Miał też wsparcie u niektórych mieszkańcach, którzy go wychwalali, co stało w wyraźnym kontraście do zgłaszanych skarg. W roku 1924 kierowane so kolejne skargi, że jego ciągła nieobecność na plebani utrudnia załatwianie spraw duszpasterskich. Ponadto wątpliwości dotyczą sposobu prowadzenie mszy. Napięte stosunki miał nawet z własną krewną Narcyzą Dudek z d. Nadrowska (córka Wincentego Nadrowskiego i Stefanii z d. Dąbrowska i wnuczka Feliksa Dąbrowskiego i Joanny Krantz), którą zatrudnił na plebani, a która skarżyła się do biskupa na złe zachowanie swojego dziadka oraz niewywiązanie się z danych obietnic. Jego ostatnią parafią była parafia Wierzbie, gdzie zmarł. W parafii Mieleszyn umieścił w zakrystii przydrożny krucyfiks, który się poniewierał, a na puszce do św. hostii sprawił sukienkę jedwabną. Podobno był wrogiem pijaństwa i starał się ludzi od tego odwieść.

Lech Krantz (1928-1984) proboszcz w Kiszkowie. Akta personalne w AA w Gnieźnie. Rodzinne więzi zostały częściowo zerwane. Święcenia kapłańskie Lecha były dobrą okazją do spotkania rodzinnego po latach. Na liście zaproszonych na prymicje byli m.in.:

  • Krantz Józef i Felicja - Września
  • Krantz Maria - Oborniki Wlkp.- siostra Józefa
  • Krantz Czesław - Pakość
  • Krantz Józef - Gniewkowo, ul.Sobieskiego 11 i jego córka (brak imienia)

Życiorysy

Marceli Szymon Krantz (1833-1931) był mieszkańcem Posługowa, którego społeczna praca i bezinteresowne zaangażowanie były bardzo doceniane przez lokalną społeczność.

Józef Krantz (1880-1963) był zaangażowanym społecznikiem i patriotą. W 2000 roku ukazała się autorstwa Piotra Strachanowskiego, a wydana przez Pol. Tow. Hist. Oddz. w Inowrocławiu pozycja "Samorząd miasta Inowrocławia 1918-1939: wybory i ludzie" opisująca jego bogaty życiorys. Dane dotyczące jego aktywności w Książu można znaleźć na "Wirtualna Izba Regionalna Gminy Książ Wielkopolski", gdzie znajduje się jego zaświadczenie dla współtowarzysza Bulińskiego.

Józef Krantz (1884-1939) jego bogaty życiorys świadczy o wielkim zaangażowaniu w sprawy polskie.

Marta Eleonora Krantz (1888-1981) poślubiła inżyniera Mieczysława Bizonia, który do roku 1965 (do wyburzenia) był właścicielem kamienicy w Katowicach na ulicy Młyńskiej 22. Mieszkali w mieszkaniu pod numer 5.

Stefan Kranc (1902-1955) wykształcenie: niższe i 6 klas w Gimnazjum realnym w Gelsenkirchen od 23.04.1919 do 10.02.1921 dobrowolna służba wojskowa w wojsku polskim w stopniu sierżanta; udział w powstaniu polskim; 15.03.1921 przyjęty do Kuratorium Okręgu Szkolnego Poznańskiego w charakterze urzędnika kontraktowego asystenta XI st. służ.; urzędnik kontraktowy; 01.07.1921 na stanowisku asystenta X st. służ.; urzędnik kontraktowy; 31.03.1922 przysięga służbowa; 25.01.1923 nominacja na St. Sekretarza IX st. służ. z dniem 01.02.1923; urzędnik stały; 11.06.1927 nominacja na St. Księgowego VIII st. służ. z dniem 01.07.1927; przeprowadza inspekcje w podległych zakładach i urzędach i jest stałym zastępcą Kierownika Rachuby; po 09.03.1928 zrobiony 3 miesięczny kurs księgowego handlowego; 12.08.1930 wnioskowanie i 25.08.1930 zaliczenie służby kontraktowej (15.03.1921-31.01.1923) do państwowej służby stałej; księgowy VIII st. służ.; 26.01.1934 otrzymał tytuł urzędowy Sekretarz Rachunkowy; 09.03.1934 wnioskuje o VII st. służ.; 28.03.1934 wniosek o nadanie tytułu Podreferendarza i 24.04.1934 otrzymanie tytułu; 12.03.1936 oprócz tytułu Sekretarza Rachunkowego jest stałym zastępcą Kierownika Rachuby; 28.10.1936 wyjazd Stefana Kranc, który jest inspektorem finansowym i zastępcą Kierownika Oddziału Finansowego wraz z Naczelnikiem Wydziału do Wilna; 29.10.1936 objęcie stanowiska Kierownika Oddziału Finansowego w Kuratorium Okręgu Szkolnego Wileńskiego (Kierownik Rachuby); 07 11.1936 prośba Naczelnika Wydziału o formalne mianowanie Stefana Kranc na stanowisko Kierownika Rachuby z dniem 01.11.1936 oraz zaszeregowanie go do VII st. służ.; 14.11.1936 nominacja na Kierownika Rachuby z VII st. służ.; jako kierownikowi Oddziału Finansowego Kuratorium przysługuje mu dodatek funkcyjny w kwocie 100 zł. miesięcznie; 01.02.1937 otrzymuje uposażenie według VII st. służ.; 07.12.1938 mianowanie na okres od 01.01.1939 do 31.12.1940 na Kierownika Oddziału Finansowego Kuratorium Okręgu Szkolnego Wileńskiego; 1939 pracował w Kuratorium we Wilnie ul. Wolana 10, oficyna I piętro.

Jerzy Mieczysław Kranc (1909-1960) przebieg służby wojskowej z dnia 06.11.1947:
15.09.1927-27.07.1930 - wstąpił do Szkoły Podchorążych Piechoty w Ostrów Komorowo;
27.07.1930 - mianowany podporucznikiem w korpusie osob. piechoty;
09.1930-01.1933 - 58 pułku piechoty Poznań, dowódca plutonu w kompanii karabinów maszynowych;
01.02.1933-02.07.1933 - przydział na kurs obserwatorów innych broni w Centrum Wyszkolenia Lotnictwa w Dęblinie;
19.03.1933 - mianowany porucznikiem;
08.1933-28.02.1934 - przydzielony po kursie obserwatorów do 58 p.p. w Poznaniu, dowódca plutonu w kompanii K.M.;
01.03.1934-28.02.1935 - przydzielony do 44 p.p. Równe, dowódca plutonu kompanii strzeleckiej;
01.03.1935-04.1937 - przydzielony do 2 p.lotn. Kraków, młodszy oficer w eskadrze;
04.1937-05.1937 - dowódca szkoły podoficerskiej w pułku;
05.1937-01.1938 - wyznaczony na dowódce plutonu towarzyszącego w 2 p.lotn., brał udział w działaniach lotnictwa na Zaolziu;
19.03.1938 - awans do stopnia kapitana w 2 p.lotn.;
02.1938-26.08.1939 - 2 p.lotn., oficer taktyczny dywizjonu;
27.08.1939-17.09.1939 - II Dywizjon Bombowy, oficer taktyczny dywizjonu w kampanii wrześniowej;
17.09.1939-05.11.1939 - pobyt w Rumunii, internowany do obozu w Campulung;
05.11.1939-19.11.1939 - przejazd przez Morze Śródziemne do Marsylii na okręcie "Patris";
19.11.1939-23.06.1940 - Francja, instruktor nawigacji w oddziale wyszkolenia zimnego w polskiej bazie lotniczej w Lyon-Bron;
23.06.1940-27.06.1940 - po kapitulacji Francji przejazd z Bayonne do Anglii na statku "Arandoka";
27.06.1940-25.07.1940 - Anglia (Blackpool), baza lotnicza w oczekiwaniu na przydział;
26.07.1940-29.12.1941 - Anglia, przydzielony do 304 Dywizjonu Bombowego na strzelca samolotowego. W tym okresie wykonuje pierwszą kolejkę lotów bojowych nad Niemcami i zostaję odznaczony WIRTUTI MILTARI klasy V i przez wicemarszałka Ujejskiego Krzyżem Walecznych 3 razy. W drugiej kolejce loty przeciwko niemieckim łodziom podwodnym;
01.01.1942-27.12.1942 - odkomenderowany do Szkoły Pilotażu w Hucknall i Newton (polskiej), zmiana specjalności ze strzelca samolotowego na pilota bombowego;
28.01.1943 - przydział do 304 Dywizjonu Bombowego na pilota;
01.03.1943-15.06.1943 - wyznaczony na zastępcę dowódcy eskadry w 304 Dywizjonie Bombowym;
15.06.1943-10.04.1944 - wyznaczony na dowódcę eskadry w 304 Dywizjonie Bombowego;
19.03.1943 - awans na majora i odznaczony Krzyżem Walecznych po raz czwarty;
11.04.1944-04.01.1945 - wyznaczony na dowódce 304 Dywizjonu Bombowego „Ziemi Śląskiej” Obrońców Wybrzeża;
05.01.1945-15.09.1945 - przydzielony do Wyższej Szkoły Lotniczej (polskiej) na słuchacza;
16.09.1945-31.03.1946 - wyznaczony na oficera łącznikowego od Dowództwa Sił Powietrznych do Dowództwa Polskiej Marynarki Wojennej;
01.04.1946-12.03.1947 - wyznaczony na oficera łącznikowego do Dowództwa 2 Grupy Brytyjskiego Lotnictwa Okupacyjnego;
12.03.1947-13.04.1947 - urlop i przydział do stacji Melton Mowbay;
14.04.1947-30.08.1947 - zgłosił się do powrotu do kraju i przydzielony do stacji Dunholme Lodge w oczekiwaniu na transport;
01.09.1947-21.12.1947 - przeniesiony do obozu Fairfield w Szkocji w oczekiwaniu na transport;
21.10.1947 - odpłynął do Polski;
26.10.1947 - przyjęty do obozu "Narwik" w Gdańsku-Port; udał się do Poznania;
09.04.1948 - prośba o powołanie do czynnej służby wojskowej załatwiona odmownie z powodu braku wolnych etatów;

Stefan Kranc (1938) inżynier ogrodnik i społecznik.

Krwawe zajście

Ignacy Krantz (1898-1980) poniższe wycinki z gazet opisują tragiczne zdarzenie, do jakiego doszło w Pakości ...

Życiorysy w USA

Maksymilian Krantz (1835-1924) był członkiem Towarzystwa Jana Kochanowskiego, Związku Narodowego Polskiego. Powstał on we wrześniu 1880 roku w Chicago i miał charakter patriotyczny i społeczny. Udział Maksymiliana w sprawach politycznych na rzecz wolnej Polski miał miejsce jeszcze za jego młodych lat na terytorium Polski.

Władysława Krenz z d. Krantz (1872-1963), która przez ponad 50 lat prowadziła polonijny skład obuwia, zmarła w 1963 roku w Chicago. Dzięki swojej ofiarności otrzymała specjalne uznanie. Jej mąż Stanisław, który utrzymywał kontakt listowny z Józefem Kranc z Inowrocławia, odwiedził w 1910 roku Polskę. Z pocztówki, którą napisał do rodziny Kopczyńskich mieszkającej w cukrowni w Pakości, wiemy, że był w Krakowie na uroczystości odsłonięcia pomnika Jagiełły. Stanisław był właścicielem grobu rodzinnego w Chicago, gdzie pochowano: Alexander Knoch 05.22.1961 lat 74, Constance Knoch 12.14.1972 lat 78, Franciszek Knoch 01.30.1924 1 dzień, Jerzy Bojanowski 09.17.1983 lat 88, Frances Bojanowski 05.16.1989 lat 85, Władysława Krenz 07.03.1963, Stanisław Krenz 11.15.1941 lat 75, Franciszek Krenz (grób niemowlęcia), Stanisława Kranz 07.08.1921 lat 70, Roman Welzant 09.07.1931 lat 43, William (Robert) Izban 07.18.1923 lat 8, Valerie Reser 07.16.1993 lat 91. Jej córki utrzymywały kontakt listowny z moim dziadkiem Czesławem Krantz.

Franciszka Krenz, jedna z córek Władysławy i Stanisława, wyszła w drugim małżeństwie za Jerzego Bojanowskiego, sławnego dyrygenta i kompozytora. 17.03.1932 roku na prośbę Rządu Polskiego wyjechał do Chicago jako attaché kulturalny oraz gościnny dyrygent i instruktor muzyczny tamtejszych polskich orkiestr i chórów. Przypłynął statkiem „Kościuszko”. W latach 1937-44 dyrygował również serią letnich koncertów w Grant Park w Chicago. W 1939 roku jako dyrygent Baletu Polskiego odbył tournée po Europie i Ameryce, występując także na Wystawie Światowej w Nowym Jorku. W 1973 odwiedził Polskę: dyrygował wówczas Orkiestrą Filharmonii Warszawskiej oraz gościł w Toruniu. Skomponował hymn miasta Torunia.

Jan Eugeniusz Krantz (1902-1975), mąż Renaty Radojewskiej. Z info. od p. Kontnej wiemy:

Pisano o nim jako o Polaku (mimo niemiecko brzmiącego nazwiska) i że przyjechał w 1928r. do Krakowa ze Sosnowca. Wiem, że początkowo związany był (krótko) z Krakowskim Zakładem Witrażów S.G. Żeleński, gdzie pracował i załatwiał zlecenia z Górnego Śląska (co wskazuje na związki z tym terenem). Około 1929r. rozstał się z Żeleńskim i następnie (prawdopodobnie w 1929 r.) założył własną firmę pod nazwą Artystyczny Zakład Witrażów, Oszkleń i Mozaik ANTIQUA, znany również pod szyldem WITRAŻ . Siedziba firmy mieściła się w Krakowie, przy Al. Krasińskiego 8. Zakład miał filię w Katowicach przy pl. Mariackim 3 i biuro przy ul. Młyńskiej 22. Ja znam 3 realizacje zakładu z terenu Górnego Śląska i 1 zagraniczną: · witraż znajdujący się w południowym aneksie głównego przedsionka kościoła pw. Narodzenia NMP w Mysłowicach, przedstawiający Matkę Boską Częstochowską (wg proj. P. Stellera), (1933); · zespół witraży w kościele Łaziskach Średnich (1939); · Zespół witraży w kościele pw. Andrzeja Boboli w Leszczynach (ob. Czerwionka-Leszczyn), (ok. 1939); · witraż poświęcony Matce Boskiej Częstochowskiej w kaplicy Matki Boskiej Częstochowskiej Królowej Polski w kościele św. Kazimierza Jagiellończyka w Yonkers (USA, stan Nowy Jork). Ponadto w 1929r. wziął udział w przetargu na wykonanie witraży do sali posiedzeń Rady Miejskiej w Chorzowie. Dysponuję dokumentacją zdjęciową wszystkich 3 realizacji górnośląskich.

Właścicielem kamienicy w Katowicach na Młyńskiej 22 był mąż jego siostry - Mieczysław Bizoń. Prace Jana można było podziwiać na wystawach, m.in na wystawie przemysłu ludowego i domowego w Pszczynie w roku 1935. Na ekspozycji były lampy i małe witrażyki o treści religijnej. Na wiosnę 1960 wyjechali do Wenezueli na zaproszenie jego siostry Heleny Grus. Jan zabrał ze sobą wiele narzędzi specjalistycznych do pracy przy mozaikach, co wspomina w jednym z listów do rodziny. W listopadzie tego roku byli w Nowym Jorku na zaproszenie siostry Renaty - Bożeny Barańskiej, która wyjechała 01.10.1949 do New York z przeznaczeniem do Chicago. W Nowym Jorku Jan został znanym i ceniony witrażystą mającym swój zakład. Stworzył wiele mozaik Matki Boskiej Częstochowskiej, m.in. z okazji 1000-lecia Państwa i Chrześcijaństwa Polski w 1966 roku, którą tworzył 3 lata. Doczekała się ona wystawienia na World's Fair w Nowym Jorku 2 sierpnia 1964 roku. Jego żona Renata Radojewska była aktorką kina przedwojennego. Jej ojciec był ziemianinem. Gdy wybuchła rewolucja bolszewicka rodzina straciła majątek i musiała się przenieść do Jasła, a następnie do Nowogródka. Tam ojciec pracował jako urzędnik. Tu także Radojewscy nie zagrzali zbyt długo miejsca. Wkrótce rodzina znalazła się w Białymstoku. Nie wiadomo, gdzie mieszkali. Wiadomo, że Renata uczęszczała do Gimnazjum Anny Sapiehów Jabłonowskiej. W 1935 wysłała swoje zdjęcia do popularnego kącika magazynu "Kino": "Czy jesteśmy fotogeniczni?". Drukowano tam zdjęcia osób, które odznaczały się wyjątkową urodą. Renata nie chciała podpaść ojcu - urzędnikowi, dlatego użyła pseudonimu Zula, bo na drugie imię miała Zofia. Od razu po ukończeniu gimnazjum, dziewczyna przeniosła się do Warszawy. Zapisała się na lekcje tańca, śpiewu i dykcji. Zamieszkała przy ul. Wspólnej 58. Prawdopodobnie z mamą albo ciocią. W 1937 zadebiutowała w filmie "Pan redaktor szaleje". Recenzenci go skrytykowali. Strzałem w dziesiątkę okazała się komedia „Zapomniana melodia”. W sezonie 1938/1939 była aktorką Teatru Kameralnego w Warszawie. Podpisała kontrakt na dużą rolę w filmie „Szatan z siódmej klasy”. Jego produkcję przerwał wybuch II wojny światowej. Wojnę Renata Radojewska przeżyła w Warszawie. Wiadomo, że krótko po upadku powstania warszawskiego znalazła się w schronisku dla bezdomnych artystów. Zagrała m.in. w takich filmach, jak „Niedorajda”, czy w melodramacie „Moi rodzice rozwodzą się”. Po wojnie przebywała poza krajem, wyjechała do USA tylko z mężem. Nie zawiązała w Stanach żadnych nowych przyjaźni - wyjechała znacznie później niż inne gwiazdy, bo dopiero po wojnie, w czasie tzw. odwilży. Wtedy było już trudniej zintegrować się z ukształtowanym wcześniej środowiskiem polonijnym i liczyć na jego wsparcie na przykład w kwestiach artystycznych. Nie była już tak potrzebna jako aktorka, jak chociażby inne gwiazdy, które trafiły do Ameryki w czasie wojny. Wtedy działał jeszcze w Nowym Jorku, skupiający aktorów - emigrantów z naszego kraju - Polski Teatr Artystów. W 1966 otrzymała amerykańskie obywatelstwo. Zmarła w całkowitym zapomnieniu. Wiadomo, że koniec życia spędziła w nowojorskiej dzielnicy Queens. W Polsce posługiwała się nazwiskiem panieńskim.

Młynarze

Jan Krantz (1782-1851) i jego żona Marianna Anna - córka młynarza z Kordos Młyn – posiadali na przestrzeni wielu lat trzy młyny. Już 4 stycznia 1817 Jan wnioskował do urzędu o wybudowanie wiatraka na swoim gruncie, motywując to tym, że istnieje zapotrzebowanie w przyległych wioskach na usługę mielenia zboża. Równocześnie twierdził, że z posiadanego piaszczystego gruntu w Kujawkach nie jest w stanie wyżywić rodziny i szuka dodatkowego dochodu. Brat Ignacy, proboszcz z Sompolna, obiecał mu darowiznę na ten cel w wysokości 300Rtlr. Wybudowany wiatrak miał być także zabezpieczeniem dla jego dzieci na przyszłość. Urząd jednak wniosek oddala, wskazując na istniejący w odległości pół mili wiatrak w Szczytnikach dzierżawiony przez Wesołowskiego oraz w bezpośrednim sąsiedztwie młyn wodny Lubochnia Młyn, który właśnie zakupił Gottfried Theuerkauff od Zaborskiej za sumę 900Rtlr, nie wspominając jednak, że ten drugi z powodu braku wody podupadał i bardzo rzadko mielił.

Nie poddając się Jan Krentz poczynił starania o pozyskanie w dzierżawę młyna w Szczytnikach. Szukając względów u naddzierżawcy chciał wejść w łaski Rejencji i przebić ofertę dzierżawy obecnego młynarza Georga Wesołowskiego oferującego 200Rtlr za młyn i 57Rtlr za dzierżawę, oferując z kolei 250Rtlr za młyn i 60Rtlr za dzierżawę. Plan się nie powiódł, bowiem postanowiono dzierżawę wystawić na publicznej licytacji. Licytację zaczęto od oszacowanej kwoty 400Rtlr 6sgr, a ukończono na 564Rtlr 6sgr pana Józefa Gruszczyńskiego. Jan Krentz ostatnią ofertę złożył przy kwocie 512Rtlr 6sgr i zrezygnował.

Dopiero 11 maja 1829 Jan nabył młyn wodny Lubochnia Młyn zwanym także Kujawki Młyn, Młynkiem Lubocheńskim lub Małym Młynem od Gottfrieda Theuerkauff za sumę 300Rtlr. Młyn powstał na mocy przywileju z 26 stycznia 1787. Powodem zakupu, był fakt, że Theuerkauff pożyczył od niego 200Rtlr na funkcjonowanie ciągle podupadającego młyna i Jan nie chcąc stracić kapitału, nabył go. Dodatkowo grunty Jana leżały między młynem, a jeziorem co powodowało, że żywy inwentarz Gottfrieda niszczył jego pola. Później, gdy Jan nabył grunt od wdowy Marcina Kabat, jego nowy nabytek graniczył bezpośrednio z gruntami należącymi do młyna. Trudno ocenić czy Jan zakupił młyn z przekonania czy raczej z konieczności. W czasie zakupu stan młyna był tragiczny i praktycznie od wielu lat młyn nie spełniał swojej funkcji. Najpierw przerwanie wałów w 1822 i 1826 oraz związane z tym wysokie koszty naprawy, poczynione inwestycje i renowacje oraz przejęcie stałej renty za wolne mliwo w wysokości 12Rtlr skutkowały zapaścią młyna. Brak wody w strudze powodował długie przestoje w pracy - w sumie pracował tylko przy deszczach, czyli około 2 miesiące w roku. Po 11 latach pracy p. Theuerkauff zbankrutował, a urzędnicy nie mieli co zlicytować. Zaraz po kupnie młyna Jan wnioskował kilkukrotnie o umorzenie lub zmniejszenie do 2Rtlr stałej renty za wolne mliwo. Sugerowana przez Jana rewizja danych z poprzednich lat oraz wizja lokalna miały określić faktyczny potencjał młyna i zapotrzebowanie odbiorców. Sam urząd oceniał bowiem tę opłatę za wygórowaną, wskazywał jednocześnie, że reszta zobowiązań ciążących na młynie, nie jest tak dotkliwa: dla 115 morgów gruntu płacił czynsz 33Rtlr 10sgr 6pf, a realna wycena zobowiązań oscylowała wokół 22Rtlr 19sgr 9pf.

Równocześnie Jan wnioskował o zwrot lub rekompensatę utraconych gruntów. Jego zdaniem według mapy z 1805 do młyna należały 141 morgi 35 prętów, według mapy z 1830 były to już tylko 109 morgi 38 pręty, ale 88 morgi 159 prętów oznaczone jako sporne. I do tych spornych gruntów rościł sobie prawo Jan Krantz, które to roszczenia zostały oddalone. Już w 1832 informuje, że odnowił cały młyn i rekultywował pola i domaga się albo straconych gruntów, albo obniżki czynszu. Wnioski oddalano, także te w kolejnych latach o odroczenie płatności. Z kolei próba ze strony urzędu zamiany jednej fury zboża do Poznania na stałą rentę została przez Jana oddalona twierdzeniem, że jak powstanie szosa do Poznania, to i tak będzie mu łatwiej dojechać. Jeszcze w 1839 Jan Krantz ponawia próby zaniżenia stawki czynszu za wolne mliwo lub odzyskania rzekomych gruntów, lecz bezskutecznie. Spotkanie w maju 1841 w Kujawkach w domu Jana w obecności jego radcy prawnego z administracją urzędową nie przyniosło rezultatów. Od wielu lat sytuacja była patowa: próby zamiany powinności na stałe renty odrzucał Jan kategorycznie, próby zaniżenia lub likwidacji obciążeń były odrzucane przez urząd domenialny.

W 1841 żniwa były katastrofalne. Bardzo gorące lato dało się wszystkim rolnikom we znaki. O pomoc wnioskował także Jan Krantz, który chciał przesunięcia terminu spłaty obciążeń. Po wizji lokalnej stwierdzono, że musiałby zakupić zboże, aby je następnie dodać tytułem obciążeń. Obawiano się, że przesunięcie spłaty spowoduje dodatkowe obciążenie przy kolejnej spłacie. W 1839 ich córka Jana Krantz - Wiktoria - wyszła za mąż za młynarza Marcelego Daszkiewicza, syna młynarzy Kazimierza i Weroniki z Kołaczkowa, gdzie młodzi początkowo mieszkali. W połowie 1840 zamieszkują już Lubochnia Młyn i pozostają tam do roku 1845 jako "possesorem molendinium". 24 lutego 1842 pojawia się ogłoszenie Jana o chęci sprzedaży młyna, składającego się z budynków gospodarskich oraz 198 morgów ziemi z łąkami. Do sprzedaży młyna jednak nie doszło. W latach 1843 i 44 zapadły wyroki w I i II instancji dotyczące wolnego wypasu 50 sztuk owiec i 10 sztuk bydła w królewskich lasach zakazujące Janowi tego procederu. Wszelkie próby udowodnienia prawa do wolnego wypasu na podstawie przywilejów spełzły na niczym. W grudniu 1844 urząd domenialny został zobligowany do podjęcia rozmów z Janem w celu zamiany naturalnych obciążeń na stałą rentę. Po długich negocjacjach w marcu 1846 został podpisany reces: stała renta, którą się zgodził płacić, wynosiła od teraz 26Rtlr. Po śmierci Jana "Lubochnia Młyn" należał do Józefa i Marianny Krantz z d. Ostrowska Kabacińskich. W 1853 Marianna zamieniła laudemium czyli opłatę pobieraną przy przechodzeniu majątku, na stałą rentę. W 1866 młyn był dzierżawiony przez Marcelego Daszkiewicza. Do roku 1883 prawdopodobnie jest dzierżawiony przez Józefa Krantz. Młyn wodny z adresem Lubochnia 12 należący do folwarku Kujawki 1 istniał jeszcze w 1900, kiedy to się kończyła młynarzowi Loebelt umowa dzierżawy.

W 1839 Jan Krantz z żoną weszli w posiadanie młyna wodnego Kordos, który 15 lutego 1783 za kwotę 1656 zł. nabyła na własność z prawem dziedziczenia rodzina Ostrowskich. Wtedy to Kasper Ostrowski i Kunegunda Koszutowska otrzymali Punktację do Przywileju na młyn wodny Kordos. Kolejna punktacja z 2 lutego 1792 gwarantowała im dodatkowe 15 morgów gruntu, na których miał powstać wiatrak, ponieważ już wtedy brak wody zaburzał mocno pracę młyna wodnego. Po dokończeniu budowy budynków na młynie wodnym i wyrąbaniu 15 morgów gruntu pod wiatrak w przystąpił do jego budowy. Spostrzegł jednak, że okalający las utrudnia mocno pracę wiatraka i poprosił o zdemontowanie wiatraka i przesunięcie go na własny koszt bliżej wsi Ostrowite. Po wyznaczeniu nowego gruntu i dogadaniu się z gospodarzem Maciejem Zawieruchą, właścicielem tego gruntu, w sprawie zadośćuczynienia, w trakcie przenoszenia wiatraka władza pruska sekularyzowała dobra kościelne, co spowodowało na krótki okres zastój w pracach. W końcu jednak wiatrak został przeniesiony i w roku 1799 już stał na nowym miejscu. W roku 1802 zauważono, że kwestia przeniesienia wiatraka nie do końca została prawnie usankcjonowana. Temat został jednak porzucony bez rezultatu. W tym czasie wykonano także pomiar gruntów przez konduktorów. 10 marca 1801 umiera Kacper Ostrowski, a młyn przechodzi na syna Walentego. W 1804 sprzedaje Walenty wiatrak, pozostawiając w posiadaniu 15 morgów należących do tego wiatraka. Wszystkie powinności nałożone na młyn Kordos wynosił wtedy 57-59Rtlr, natomiast czynsz za 15 morgów należących do wiatraka wynosił 16Rtlr 20sgr. W między czasie młyn przeszedł na brata Walentego – Jakuba, który w 1809 poślubił Małgorzatę Sakowską, która, po śmierci Jakuba w 1813, w 1815 poślubia Józefa Kaczkowskiego. Z jej pierwszego małżeństwa wyrosła przyszła dziedziczka młyna Marianna Anna, która została żoną Jana Krantz. Przeprowadzone w 1818 i 1821 mierzenia gruntów wykazały, że grunty należące do młyna wodnego Kordos wynosiły 223 morgi 95 ruty, a grunty należące do wiatraka wynosiły 38 morgi 142 ruty, czyli w sumie 262 morgi 57 ruty lub 8 hufy 22 morgi 57 ruty. Było to więcej niż przewidywały nadane przywileje. Układem z dnia 9 grudnia 1811 odłączono od Kordos Młyn posiadłość olęderską zwaną Zazdrość. 25 marca 1839 umiera Józef Kaczkowski po czym młyn wodny oraz grunty przeszły na Jana i Mariannę z d. Ostrowska Krantz. 27 kwietnia 1842 Jan Krantz sprzedaje młyn Mariannie Splissgard za kwotę 3885 Rtlr.

W roku 1847 Jan Krantz wybudował z własnych środków na swoim gruncie wiatrak. Robił konkurencje dla wiatraka w Szczytnikach i Jankowie, których właściciele wnieśli skargę przeciwko tej decyzji. To jednak nie pomogło. 18.01.1866 doszło do pożaru, który strawił dom mieszkalny przy wiatraku. Za otrzymane odszkodowanie został wybudowany nowy budynek, ale już na gruncie głównego gospodarstwa, czyli Kujawki 1.

Józef Krantz (1784-1839) 30 czerwca 1832 nabywa za 700 talarów gospodarstwo nr. 3 w Wymysłowie z młynem wodnym oraz wiatrakiem od Augustyna Wilińskiego. W 1833 wnosi prośbę o zniesienie czynszu w wysokości 8 dukatów za młyn wodny, który z braku wody był już nieczynny, proponując jednocześnie dalsze płacenie czynszu w zamian za dodatkowe grunta w ramach planowanej separacji. Po wstępnej odmowie ze strony państwa, oraz wizji lokalnej gospodarstwa, rozpoczęto twarde negocjacje, podczas których nierzadko zmieniano warunki. Zmęczeni całą sytuacją 18 maja 1835 Józef Krantz wnosi ponownie wniosek o zmniejszenie czynszu podając nowe warunki oraz wyliczając wszystkie swoje podatkowe zobowiązania. Wznowione negocjacje kończą się deklarowaniem stronie przeciwnej swoich żądań. Dopiero w styczniu 1836 roku podpisano porozumienie z Józefem Krantz, który wykazywał się dotychczas w mniemaniu urzędników "chwiejną postawą". Krótko po tym Józef Krantz wnioskuje o zwrot nadpłaconego czynszu za rok 1835 w wysokości 10 Talarów. Po wstępnej odmowie, zakończenie sprawy jest nieznane.

Jan Nepomucen Wincenty a Paulo Krantz (1819-1907) po śmierci Józefa Krantz, jego żona w drodze spadkowej przejmuje 1 maja 1840 gospodarstwo w Wymysłowie o wartości 862 talarów. Wincenty pracował tam jako młynarz i 30 marca 1846 nabył majątek na własność za kwotę 589 talarów. W 1852 wynajmował Wincenty swój młyn niejakiemu panu Hintz. Wtedy wartość majątku wynosiła 1400 talarów. Wszystko jednak wskazuje na to, iż porzucił to zajęcie, gdy przeprowadził się do Kozłówka: niepotwierdzony przekaz mówi, że przeprowadzka była spowodowana konfiskatą młyna, za udział w powstaniu. Faktem jest, że w 1855 właścicielem młyna w Wymysłowie jest Marcin Polski.

Około roku 1985 Bronisław Krantz przygotował dla swego ojca wyjazd do Kozłówka, aby szukać śladów rodziny Krantz. Celem było odnaleźć gospodarstwo, gdzie urodził się Bronisław Kazimierz Krantz. 120 lat skutecznie zatarły wszelkie ślady.

Józef Franciszek Krantz (1831-1908) od roku 1853 przez 30 lat jest dzierżawcą Lubochnia Młyn, który należał do Józefa i Marianny Krantz z d. Ostrowska Kabacińskich. Później swoją młynarską działalność kontynuował w Marcinkowie G. i Gąsawie. Organizował staże dla młodzieży zaintersowanej wyuczeniem zawodu młynarza. Profesję przekazał swoim synom Wincentemu Michałowi i Stanisławowi Wojciechowi oraz wnukowi Marianowi, który jednak go porzucił. Groby Józefa i jego syna Wincentego w Gąsawie należą do najstarszych zachowanych w naszej rodzinie, mimo że sam pomnik nie jest tak stary. Po tym jak w 1884 Józef Stanisław opuścił Lubochnia Młyn jego dzierżawcami byli: 1886 Johann Löbelt, 1887 Peter Ziółkowski.

Władysław Krantz (1840-1922) z Gniewkowa zajmował się młynarstwem, został potem gospodarzem.

Teodor Krantz (1847-1922) z Gniezna zajmował się młynarstwem.

Wincenty Michał Krantz (1859-1939) profesję przejął po swoim ojcu Józefie Franciszku. Marcinkowo G. i Gąsawa to miejsca jego działalności. Czy pracował wspólnie z ojcem i razem organizowali staże, tego nie wiem.

W armii pruskiej

Józef Krantz (Kranc) (1880-1963) służył na froncie zachodnim podczas I Wojny Światowej. Listy do żony były pisane na pocztówkach frontowych lub zdjęciach sytuacyjnych. Tym samym widokówki z linii frontu, gdzie toczono ciężkie bitwy, trafiały do rodzin daleko od frontu. Książeczka wojska i zapisany w niej przebieg służby świadczą o udziale w jednej z najbardziej okrutnych wojnach w Europie. Ponieważ wojna się skończyła, nie wrócił z urlopu do wojska. Przebieg służby był następujący:
03.08.1914 bis 14.03.1916 bei 1 Kompagnie, 1 Bataillon, Infanterie-Regiment Nr. 47
/tutaj zakończyły się walki o zdobycie wzgórzy Maas/
14.03.1916 bis 18.03.1918 bei 5 Kompagnie, Grenadier-Regiment Graf Kleist von Nollendorf (1 Westpr.) Nr. 6 eingestellt
18.03–04.10.1916 Kämpfe zwischen Maas und Mosel auf den Maashöhen (mój komentarz: Les Eparges)
05.10–31.12.1916 Stellungskämpfe vor Verdun (mój komentarz: Fort Douaumont)
15–17.12.1916 Kämpfe bei Louvemont = Bezonvaux
01.01–03.05.1917 Kämpfe zwischen Maas und Mosel
24.01–03.05.1917 Kämpfe im Abschnitt Loclont = Wald und Suezey (mój komentarz: na zach. i płd.-zach. od Dommartin-la-Montagne)
07.03.1917 mit dem Orden Eiserner Kreuz zweiter Klasse geehrt
/tutaj zakończyły się walki na wzgórzach Maas pod Verdun/
04–27.05.1917 Doppelschlacht Aisne = Champagne
05–07.05.1917 Großkampftage
28.05–23.10.1917 Stellungskämpfe am Chemin des Dames
03.06.1917 Vorschieben uns. Stellung am Chemin des Dames nordw. Froidmont = Ferme (mój komentarz: Carrière de Froidmont)
14.06.1917 Eroberung von franz. Stellungsteilen am Chemin des Dames nördlich Braye (mój komentarz: Braye-en-Laonnois)
15.08.1917 Kämpfe westlich und an der Hurtebise = Ferme (mój komentarz: na Chemin des Dames)
31.08–02.09.1917 Kämpfe südlich Ailles und an der Hurtebise = Ferme (mój komentarz: Ailles - Village disparu)
24.10–02.11.1917 Nachhutkämpfe an und südlich der Ailette
03–30.11.1917 Stellungskämpfe nördlich der Ailette
01–10.12.1917 Kämpfe in der Siegfriedstellung
11.12.1917 – 18.02.1918 Stellungskämpfe nördlich der Ailette
15.01.1918 Beförderungen zum Sergant
19.02–17.03.1918 Hat sich aus dienstlichem Anlass im Kriegsgebiet der f. Armee aufgehalten
/tutaj zakończyły się walki między Ailette i Chemin des Dames/
18.03.1918 bis 16.10.1918 bei 8 Kompagnie, Grenadier-Regiment Graf Kleist von Nollendorf (1 Westpr.) Nr. 6 eingestellt
18–20.03.1918 Ruhezeit hinter der 18 Armee
21.03–01.04.1918 Große Schlacht in Frankreich
21.03–22.03.1918 Durchbruchsschlacht bei St. Quentin – La Fere
23.03.1918 Kämpfe beim Übergang über die Somme und den Crozat-Kanal zwischen Christ und Tergnier
23.03.1918 bei Cugny verwundet durch Artilleriegeschoss am Bauch
/tutaj zakończyły się walki między St. Quentin i Tergnier/
23.03.1918 bis 14.06.1918 Reserve-Lazarett „Osterfeld“ in Pforzheim
23-24.05.1918 Bestätigung der Neuunterstellung
28.09–16.10.1918 erkrankte auf Transport zum Feld Rekruten-Depot der 119 Infanterie-Division und in Lazarettbehandlung
17.10.1918 bis (...) bei Landwehr-Infanterie-Regiment Nr.37, 2 Ersatz-Bataillon, Genesenden-Kompagnie
09–22.11.1918 beurlaubt
24.11.1918 ist vom Urlaub nicht zurückgekehrt und wird zwecks Entlassung dem Lazarett-Kommando Schrimm überwiesen

Józef Krantz (1884-1939) od 14.11.1904-08.10.1906 służył w 5 Pionier-Bataillon w Głogowie. W roku 1914 zaciągnięty do 27 Pionier-Bataillon w Poznaniu. Walczył na froncie francuskim, gdzie 25.05.1915 został ranny w prawą rękę i bok oraz w lewą nogę. Po wyleczeniu został wcielony do rozmaitych formacji, aż w roku 1917 przeszedł do Artyl. 504 i został ponownie wysłany na front francuski. Z. Kościański w swoich biogramach wspomina, że nie powrócił na front, bo zdezerterował. Otrzymał Krzyż Żelazny II Klasy.

Józef Kazimierz Krantz (1887-1962) od 08.1914 służył w Brandenburgisches Reserve-Infanterie-Regiment nr 35, najpierw w Ersatzbataillon, 3 Kompagnie, Rekruten-Depot, póżniej w 3 Bataillon, 9 Kompagnie (Jüterbog). Walczył w Belgii i 02.12.1914 był lekko ranny, prawdopodobnie w lewą rękę. Przebywał wtedy w Reserve-Lazarett Meissen, Haus 1, Zimmer 48 do 01.1915 roku. W służbie jeszcze 16.07.1916.

Jan Krantz (1888-1947) służył w 2 Westpreussisches Grenadier-Regiment Króla Wilhelma I nr 7 (Legnica).

Adam Jan Krantz (1888-?) został przed 15.06.1916 lekko ranny, jednak pozostał w służbie. Służył w 5 Armeekorp, 1 Sanitäts-Kompagnie (Głogów).

Roman Krantz (1889-1917) poległ 19.4.1917 auf Höfe 91 an der Aisne-Höhe (Francja) w skutek ran brzucha przez odłamki granatu. Służył w Infaterie-Regiment nr 140, 11 Kompagnie (Inowrocław) jako Maschinist Ersatz-Reservist.

Kazimierz (1889-?) przed 05.02.1915 lekko ranny, przed 16.08.1915 zaginiony, przed 23.05.1916 dotychczas zaginiony, teraz w niewoli, przed 12.07.1918 z niewoli z powrotem. 05.02.1915 służył w 6 Pommersches Infanterie-Regiment nr 49, 4 Kompagnie (Gniezno) jako Ersatz-Reservist, 16.08.1915-23.05.1916 w 7 Ostpreussisches Infanterie-Regiment nr 44, 7 Kompagnie.

Antoni Krantz (1889-1945) przed 08.11.1914 zaginiony, 06.12.1915 dotychczas zaginiony, był w lazarecie, teraz w Erschiess-Bataillon. Służył w 6 Pommersches Infanterie-Regiment nr 49, 12 Kompagnie (Gniezno) jako Reservist.

Józef Krantz (1891-1953) został przed 16.09.1918 lekko ranny.

Bolesław Krantz (1891-?) został przed 13.02.1918 ranny.

Czesław Krantz (1893-1917) poległ 22.09.1917 we Flandrii (Molenaarelsthoeck?). Służył w Reserve-Invanterie-Regiment nr 49, 2 Kompagnie jako Reservist. Godzina śmierci nieznana.

Marian Krantz (1893-1944) służył w 5 Niederschlesisches Pionier-Bataillon, 4 Feld-Kompagnie (Głogów). Przed 17.03.1916 ciężko ranny.

Maksymilian Krantz (1894-1918) został przed 20.03.1916 lekko ranny, zmarł 14.06.1918 wskutek choroby. Służył w Infanterie-Regiment Nr 52, 1 Bataillon, 7 Kompagnie, później w 3 Armee-Korps Berlin, 1 Landsturm-Infanterie-Bataillon Frankfurt/Oder, 4 Kompagnie.

Kwiryn Zygmunt Krantz (1895-1915) zginął w bitwie pod Stojnik i Ducina w Serbii. Zaciągnięty do 44 Reserve-Division. W 1915 służył w 16 Reserve-Jäger-Bataillon, 3 Kompagnie. Zmarł w skutek ran.

Józef Krantz (1896-?) od 01.08.1916 do 11.05.1917 jako zaginiony. 26.08.1916 dodatkowo określony jako lekko ranny. Przed 29.10.1917 w niewoli - według informacji z zagranicy - jednak nie potwierdzone przez wojsko. Służył w Reserve-Infaterie-Regiment nr 208, Maschinengewehr–Kompagnie.

Ignacy Krantz (1898-1980) został przed 08.04.1918 ciężko ranny. Stracił prawą rękę w bitwie pod Verdun.

Listy z Ameryki

Józef Krantz (Kranc) (1880-1963) w liście skierowanym do niego z dnia 28.05.1932 roku Stanisław Krenz opisuje kilka spraw. Pisał, że minęło 5 lat jak odwiedził Polskę. Był wtedy z zięciem u Józefa Kranc w Inowrocławiu, co ten skrzętnie zapisał w notatniku:

21-22.06.1927 byli goście z Ameryki p.p. Krenz i zięć jego Głowacki z Chicago.

Wspomina adwokata Romana Weltzant i jego tragiczną śmierć: jak co roku przez kilka dni wypoczywał w tym samym hotelu nad jeziorem Michigan. W 1931 w dniu powrotu z urlopu mając kilka godzin wypłyną motorówką na burzliwe jezioro. Straż nadbrzeżna znalazła już tylko zwłoki topielca. Jest też dopisek skierowany do Wojciecha Kranc, syna Józefa: "witamy nowego przybysza" - miał wtedy 2 miesiące.

Powstańcy

Jan Nepomucen Wincenty a Paulo Krantz (1819-1907) brał czynny udział w wielkopolskiej Wiośnie Ludów w roku 1848 pod dowództwem Adolfa Skarbek Malczewskiego (1813-1887). Ten mieszkał w Kruchowie pod Trzemesznem, gdzie realizował swoją działalność spiskową oraz składował broń dla powstańców. Informację o tym fakcie przesłał jego syn Józef Krantz do redakcji "Pracy" w 1905. W 1948 bierze on udział w obchodach 100 rocznicy "Wiosny Ludów" bitwy w Książu.

Ignacy Krantz (1820-1901) uczestnik Wiosny Ludów, służył jako strzelec 10/12.04.1848.

Józef Krantz (Kranc) (1880-1963) po wybuchu rewolucji w Niemczech w listopadzie 1918 wraca do Książa, gdzie 15 listopada tego roku zwołuje wiec publiczny, tworzy Radę Robotniczo-Żołnierską i powołuje do życia Straż Ludową. Wspólnie z żołnierzami polskimi wracającymi z frontu niemieckiego przeprowadza kontrolę ruchu Niemców na tym terenie. Przez to gromadzi broń i uzbraja około 400 powstańców, którzy następnie jako oddział już sformowany i uzbrojony udają się na teren miasta Śrem, gdzie dokonują jego oswobodzenia. Jako komendant Straży pozostaje do 19 maja 1919 r.

Transkrypcja zaświadczenia dla Bulińskiego:

Zaświadczenie
Jako były prezes Rady Żołnierzy i Robotników w Książu Wielkopolskim w roku 1818/19 poświadczam niniejszym, że druh Feliks Buliński zamieszkały wówczas w Książu, a obecnie w Lesznie Wielkopolskim od pierwszych dni rewolucji niemieckiej po powrocie z pruskiego wojska już w listopadzie 1918 jako Polak patriota brał udział we wszystkich naszych pracach i przygotowaniach w celu wyzwolenia się spod jarzma pruskiego. Był czynnym członkiem Rady Żołnierzy i Robotników, brał udział od listopada 1918 w rozbrajaniu Niemców na terenie miasta Książa i okolicy, był czynnym przy organizowaniu b. żołnierzy pruskich, Polaków z Rzeszy, do służby rewolucyjnej i powstańczej. Należał do Komisji 3 – Ziembowski Michał, Śmigielski (red. Franciszek), Buliński – którzy na podstawie uchwał z Rady Żołnierskiej i Robotników w Książu przystąpili do rozbrojenia miejscowego żandarma pruskiego Klischa i Komisarza Obwodowego, pruskiego oficera von Puttkammmera oraz zajęcia magazynu broni znajdującego się w ukryciu miejscowego Niemca właściciela nieruchomości i właściciela Hotelu Hartwiga przy Rynku. W międzyczasie na czele trójki z bronią w ręku pełnił również służbę przy kontroli pociągów na dworcu miejscowym, gdzie służbę pełnili jeszcze urzędnicy niemieccy. Po opanowaniu władzy przez Radę Żołnierzy i Robotników w Książu i okolicy bierze żywy udział w organizowaniu ochotników-powstańców i w nocy z dnia 30 na 31 grudnia 1918 wyruszył z bronią w ręku jako jeden z dowódców kompanii w Książu razem z niżej podpisanym na pomoc powstańcom miasta Śremu, którzy na czele z Dr. Matuszewskim i innymi znajdowali się w walkach z żołnierzami pruskiego garnizonu składającego się z pułku pruskiego Nr. 47 pod dowództwem pułkowników pruskich Otto i Krueger. Żołnierze pruscy zostali rozbrojeni, a władza przejęta została przez Powstańców Wielkopolskich jeszcze tego dnia 31 grudnia 1918. Do tworzącego się następnie w Śremie Wojska Polskiego w dniu 6 stycznia 1919 roku na trzech drabiniastych wozach zajechał do Śremu i stawił się razem z żołnierzami-ochotnikami w Komendzie Wojska Polskiego, żeby walczyć nad oswobodzeniem dalszych połaci Księstwa Poznańskiego. Powyższe zaświadczenie zgodne z prawdą (…) do rąk współtowarzysza broni Powstańca Wielkopolskiego roku 1918/19 Druha Feliksa Bulińskiego w celu przedłożenia władzom Powstańców i Bojowników o Wolność i Demokrację w roku 1918/19.
Józef Kranc, b. prezes Rady Żołnierzy i Robotników i b. Powstańców Wielkopolskich w roku 1918/19 w Książu pow. Śrem.
Gniewkowo, dnia 18 lutego 1857

Marian Krantz (1883-1950) służył w stopniu plutonowego w 4 Batalionie Straży Ludowej, 1 Kompania.

Józef Krantz (Kranz) (1884-1939) od 10.1918 w pracy konspiracyjnej przy zakładaniu Straży Ludowej i Bezpieczeństwa z dr. Hahnem "młodszym" i zbieraniu broni. Od 20.12.1918 do 21.03.1919 służył w niej bezpłatnie jako ochotnik w stopniu szeregowego. Inne źródła podają, że służył do momentu jej rozwiązania czyli do 05.1921. Podczas Powstania rozbrajał żołnierzy niemieckich na ulicach Dworca Głównego w Poznaniu. 27.12.1918 unieszkodliwił oficera 5 Pułku Grenadierów przy ulicy 27 grudnia. Był pod komendą dowódcy sekcji por. Wiktor Kociałkowski, dowódcy plutonu Mataiski, dowódcy kompanii Seweryn Rutkowski, dowódcy batalionu płk. Julian Lange. Walczył w szeregach powstańczych m.in. pod Rynarzewem. Przeszedł kurs oficerski na plutonowego. Był komendantem transportu w wyprawie gen. Żeligowskiego na pomoc ludności Wilna. Przed Powstaniem był w Sokole i Towarzystwie Młodzieży Katolickiej. W 1922 wstąpił do Związku Powstańców i Wojaków, 01.11.1923 był założycielem Związku Uczestników Powstania Wlkp., 12.08.1936 założycielem, a od 08.01.1937 członkiem Towarzystwa Powstańców Wlkp. 1918/19, oraz zastępcą Starszego Cechu Krawców. Był członkiem Narodowo-chrześcijańskiego Zjednoczenia Rzemiosła. 20.06.1938 złożył podanie na członka Związku Powstańców Wielkopolskich z ramienia Dziel. III Zamek. Otrzymał Krzyż Walecznych Rady Ludowej, Krzyż Walecznych Straży Ludowej. Rysopis: wzrost 174 cm, włosy ciemne, oczy niebieskie, brwi ciemne, nos normalny, usta normalny.

Opis własny udziału w Powstaniu
Od chwili wybuchu powstania rozbrajałem Niemców na ulicach jak krytycznej nocy na Dworcu Głównym, gdzie rozbrajaliśmy Grenzschutz, odebraliśmy 12 dużych C.K.M., 14 wózków od paczek karabinów i ekwipunek od 450 żołnierzy. Następnie na rozkaz Dzieln. III Zamek pełniłem (...) mi nadane rozkazy, czy to (...) czy ćwiczenie żołnierzy, internowanie Grenzschutzu w Żabikowie, internowanie Niemców i Żydów. Byłem komendantem pierwszego transportu pomocy ludności Wilna. Pełniłem służbę, aż do rozwiązania Straży Ludowej bezpłatnie i przechodziłem kurs oficerski z nominacją na plutonowego.

Antoni Krantz (1889-1945) od 01.01.1919 do 07.1919 oswobadzał Mogilno, Inowrocław i okolicę. Służył w 5 pułku strzelców wlkp. Inowrocław w stopniu plutonowego. 28.02.1932 wstąpił do Związku Weteranów Powstań Narodowych R.P. 1914/19. 28.02.1938 odrzucono wręczenie medalu. 04.04.1939 złożył podanie na członka do Zarządu Głównego Związku Powstańców Wielkopolskich. Posiadał Brązowy Krzyż Zasługi. Był w kilku organizacjach: Bractwo Kurkowe, Cech Rzeźnicki, Towarzystwo Przemysłowców, Związek Rezerwistów, Towarzystwo Powstańców i Wojaków im. Jana Kausa w Mogilnie. Rysopis: wzrost 170 cm, włosy blond, oczy niebieskie, brwi blond, nos normalny, usta normalny, broda owalna.

Józef Krantz (1891-1953) uczestnik kompanii gnieźnieńskiej.

Stanisław Krantz (1893-1954) 27.07.1918 złożył przyrzeczenie w Ratuszu w Pakości. Od 05.01.1919 do 08.05.1919 brał udział w kampanii pakoskiej w stopniu kaprala. Zorganizował oddział powstańczy i z nim wyruszył na front pod Inowrocław, Łabiszyn, Kcynię, Rynarzewo, Jaktorowo, aż do zakończenia Powstania Wlkp. 19.02.1919 zgłosił się jako ochotnik do 2 Pułku Artylerii Lekkiej i z nim brał udział w walkach pod Zdunami. 21.01.1920 został zwolniony do rezerwy. 17.09.1933 wstąpił do Związku Weteranów Powstań Narodowych R.P. 1914/19. 25.10.1937 odrzucono odznaczenie z powodu braku pracy niepodległościowej. 16.04.1938 złożył podanie na członka do Zarządu Głównego Związku Powstańców Wielkopolskich, w kole był od 01.01.1937. Posiadał Odznakę pamiątkową Wojsk Wielkopolskich. Odznaczony Wielkopolskim Krzyżem Powstańczym. Był w kilku organizacjach: Związek Urzędników Skarbowych, Stowarzyszenie Mężów Katolickich, Związek Obrony Kresów Zachodnich, Związek Przyjaciół Strzelna przy Izbie Skarbowej w Poznaniu, LOPP. Rysopis: wzrost 162 cm, włosy blond, oczy szare, brwi szare, nos normalny, usta zwyczajne, broda zwyczajna.

Maksymilian Wincenty Krantz (1901-1994) był uczestnikiem kompanii pakoskiej w Powstaniu Wielkopolskim w stopniu szeregowego. Do wybuchu II Wojny Światowej pozostał szeregowym rezerwy Sił Balonowych.

Gorzelnicy

Antoni Wincenty Józef Kranc (1826-?) po tym jak przeprowadza się na Przedmieścia Koła dzierżawi propinację we wsiach Blizna i Nagórna. W roku 1854 pozyskuje tylko roczne prawo propinacji za 430 rubli rocznie. To prowadzi do reklamacji, ponieważ przetarg był rozpisany na dwuletnią propinację. W końcu reklamacja została uwzględniona. Później zostaje gorzelnikiem (1862-66). Jego historia jest związana z wujem Wojciechem Marczewskim *1806, który 1828/47 był młynarzem lub młynarzem okupnym, w latach 1846/51 propinator w Osieku Wielkim. Od 1852 właściciel osady lub gospodarz w Osieku. W latach 1852/53 we wsiach Blizna i Nagórna rozpoczął budowę dwóch domów szynkowych za sumę 1170 Rubli, z czego się wywiązał. Od 1859 był młynarzem w Kole.

Adam Franciszek Kranc (1827-?) mieszkał najpierw na Przedmieściu Koła, później w Kramsku. Jednak dopiero po przeprowadzce do Marszewa w 1859 został gorzelnikiem i trudnił się tym do 1872, aż przeprowadził się do Kleczewa.

Feliks Ignacy Kranc (1844-?) był najpierw kupcem, z czasem zaczął zajmować się gorzelnictwem. Swoją profesję przekazał swoim synom: Czesławowi Stefanowi oraz Wiktorowi Mieczysławowi. Jego sposób palenia wódki przetrwał dzięki korespondencji, którą utrzymywał z gazetą "Gorzelnik" wydawaną we Lwowie.

Szukanie pracy

Konstanty Krantz (1877-1926), Franciszka Krantz (1884-?), Maria Krantz (1894-1972), Leonard Teodor Kranz (1903-1941) szukali lub oferowali pracę za pomocą ogłoszeń prasowych.

Zegarmistrze

Józef Stanisław Krantz (1845-?) był zegarmistrzem w Błaszkach. Swój fach przekazał na swego syna Józefa Kazimierza (1887-1962) z Wrześni oraz na wnuka Mariana Józefa Kazimierza (1930-1999) także z Wrześni.

Marian Kranz (1883-1950) podczas wojny pracował jako zegarmistrz w firmie Omega w Gnieźnie na Friedrichstr. 37. Swoją profesję przekazał synowi Aleksandrowi (1919-1971). W roku 2019 miałem okazję poznać wnuka Mariana czyli Aleksandra Mariana Kranz, którego pasją także są zegary. Do spotkania doszło w Solcu Kujawskim, gdzie udostępnił mi materiały na temat swojej rodziny. Dzięki temu losy tej rodziny są nie tylko dobrze opisane, ale także dobrze udokumentowane.

Józef Kranz (1896-?) który był bratem Mariana i miał swój własny zakład zegarmistrzowsko-jubilerski w Bydgoszczy na Wełniany Rynek 1.

Telesfor Kranc (1926-2001) był zegarmistrzem w Bydgoszczy.

Być może będziemy mogli coś na te temat powiedzieć, chociaż nie mamy dokładnych danych. Nasz ostatni zakład na ul.Śniadeckich mieścił się pod nr 27 (w latach 2007-2011), więc trochę dalej od skrzyżowania. Niemniej jednak osoby pracujące swego czasu w naszej firmie pamiętają, gdy zakład mieścił się na rogu Śniadeckich i Gdańskiej. Chodzi o lata 60-te i 70-te. Wtedy zakład należał do Spółdzielni Pracy Usług Precyzyjnych "Omega" (już nie istniejącej). Sam budynek na rogu tych ulic został już niestety wyburzony. Do początku lat 70-tych pracowała tam córka Onufrego Matkiewicza - założyciela naszej firmy. Nazwisko Kranz też jest nam znane, chociaż noszący je zegarmistrz miał na imię Teodor (albo Teofil). Jeśli się nie mylę to zmarł kilkanaście lat temu (być może był to syn Jerzego?). Jego córka obecnie prowadzi zakład złotniczy w Bydgoszczy przy ul.Dworcowej 58. Do roku 1960 to również był zakład należący do firmy Matkiewiczów, a potem przejęła go Spółdzielnia "Omega". W tamtym czasie samych zegarmistrzów w Bydgoszczy było prawie pół tysiąca (!), ale akurat tak się złożyło, że Matkiewicze i Kranzowie się trochę znali. Jeśli chciałaby Pani uzyskać jakieś dokładniejsze informacje, to być może uda się wydobyć coś z archiwów wspomnianej wyżej spółdzielni, które są podobno magazynowane gdzieś w Białymstoku, ale co do tego też nie mamy pewności. Trzeba by poświęcić sporo czasu na szukanie w archiwach. Jeśli nasze informacje okażą się przydatne to już coś. Pozdrawiamy. Firma Zegary Matkiewicza

Pozamałżeńskie

Dzieci pozamałżeńskie rodziły się zawsze. Ponieważ w tych przypadkach jest trudno ustalić ojcostwo, dziedziczenie nazwiska nastręcza trochę problemów. W części opisowej są wyszczególnione wszystkie nieślubne dzieci, w bazie natomiast jedynie nieślubne płci męskiej z odziedziczonym nazwiskiem Krantz.

Spokrewnione rodziny

Mrówczyńscy: Władysław i Leokadia z Krantz Mrówczyńscy mieli syna Teodora (*05.08.1896-†24.01.1979 w Gdyni), który ukończył gimnazjum inowrocławskie. W 1914 jest pomocnikiem biurowym w Urzędzie Miasta w Pakości. W 1916 r. zmobilizowany do armii niemieckiej walczył na froncie zachodnim, gdzie nad Sommą został ranny. W 1919 zajmuje ponownie stanowisko w Magistracie w Pakości. W marcu 1921 roku powołany na burmistrza Margonina jednak w marcu 1928 roku najpierw zawieszony w czynnościach, a później odwołany: oficjalnie były to nadużycia finansowe, ale mówiono też, że z powodów obyczajowych, a nawet politycznych (był piłsudczykiem). W 1926 roku został ojcem dwójki dzieci, z dwoma różnymi kobietami. W latach 1928-39 pracował najpierw w Komisariacie Rządu Polskiego w Gdyni, a następnie w Urzędzie Morskim w Gdyni. W 1955 roku wrócił do Gdyni z Krakowa. Był członkiem Związku Walki Zbrojnej, a później Armii Krajowej. Z żoną Wandą Komorowską miał trzy córki: Urszulę (1926), Adelę (1928) i Marię (1929) i syna Władysława Teodora (1926) ze związku przedmałżeńskiego z margoninianką Heleną Thielmann. Rodzina Mrówczyńskich opiekowała się moim dziadkiem, gdy został osierocony.

Kopczyńscy: Józef Kopczyński, który pracował jako kierownik lokomotywy, był synem mistrza młynarskiego Marcina Walentego i Teresy Mrówczyńskiej, którzy mieszkali we Wilkowie (Pakość). Jego dziadkami byli młynarz Walenty i Balbina Kopczyńscy oraz Teodor i Lucia Mrówczyńscy. Józef i Antonina z d. Krantz Kopczyńscy opiekowali się moim dziadkiem, gdy został osierocony. Mieszkali na terenie cukrowni zwanej UNION w Rybitwach pod Pakością. Mieli córkę Izabelę *1897 w Pakości, która była panną, oraz syna Czesława Józefa *09.03.1891 w Pakości, który ożenił się z Elizą Małgorzatą Tiark ze Szwajcarii oraz z Heleną Pamert 27.06.1936 w Gniezno, on z Torunia. Po odbyciu służby wojskowej w niemieckiej armii, Czesław w roku 1919 przybył z Berlina Charlottenburg i zamieszkał w Bydgoszczy 1919-21 na ul. Śniadeckich 42d, 1921-33 na ul. Wileńskiej 9/8 i 1933-34 na Gdańskiej 17/5. Z zawodu był drogerzystą i posiadał drogerię "Minerwa" najpierw na ulicy Śniadeckich, później na ulicy Gdańskiej. Mieli syna Józefa *1925 w Bydgoszczy. W 1934 wyprowadza się do siostry do Pakości ul. Św. Jana 5, natomiast jego żona z synem idą do Torunia ul. Mickiewicza 76.

Mizgalski/Wilczak: Antonina Musialska, matka mojego dziadka, w pierwszym małżeństwie wyszła za Paula Wilczaka. Z tego małżeństwa urodzili się: Władysław *1898, Seweryna *1900, Leonard *1901 i Leokadia *1903. Ostatnie z nich urodziło się już w Gnieźnie na ulicy Horna 35. W drugim małżeństwie wyszła za Bronisława Krantz. Z tego małżeństwa urodzili się: Czesław *1906 i Zofia *1911. Po śmierci Antoniny w 1912 matka Paula Wilczaka - Wiktoria Wilczak z d. Ptak oraz jej drugi mąż nauczyciel i organista Józef Mizgalski prawdopodobnie przygarnęli wnuczęta. Oboje zmarli w 1927 w Poznaniu. Rodzina Mizgalskich mieszkała w latach 1918/32 w Poznaniu na ul. Rybaki 4/6. Zofia Krantz utrzymywała jeszcze w latach 30. kontakt z rodziną Mizgalskich.

Duszyńscy/Stroińscy: Rodzina Duszyńskich w Pakości była szanowaną rodziną, która wydała wielu poważanych potomków. Józef Duszyński z zawodu piekarz i jego żona Franciszka Wolska mieli córkę Stefanię Helenę, która była moją babcią.

Sommerfeld: Cecylia Krantz była żoną ślusarza Jana Sommerfeld i mieszkali w Trzemesznie. Ich syn Jan mieszkał w latach 1912-15 w Środzie Wlkp., a od 1916 we Wrześni, gdzie miał piekarnię na ul. Warszawskiej. Jego druga żona Wincentia Józefa Kiedrowska była siostrą żony Józefa Kazimierza Krantz. Skąd ta zbieżność? Matka Józefa przeprowadziła się do Wrześni w 1916. Od tego czasu Felicja Kiedrowska jeździła z Poznania do Wrześni, prawdopodobnie w odwiedziny do swojej siostry Wincenti Sommerfeld. Rodziny Sommerfeld i Krantz mieszkały we Wrześni obok siebie. Kiedy Józef będąc we wojsku odwiedzał matkę, poznał prawdopodobnie Felicję Kiedrowską. Miesiąc po ślubie 27.03.1920 Felicja przeprowadza się na stałe do Wrześni. Brat Jana Sommerfeld - Kazimierz - powrócił wraz rodziną z Berlina, gdzie częstym gościem był Józef Krantz i zamieszkali w Poznaniu na ulicy Kolejowej 55. Tam znali się z rodziną rodzeństwa Edwarda i Haliny Krantz oraz "Wickiem" Krantz i jego synem mieszkającymi na ul. Granicznej. Wicek (jego tożsamość jest mi nieznana) wraz z Kazimierzem Sommerfeld chodzili razem do parku Wildsona karmić ptaki. Bliskie relacje łączyły Józefa Krantz z dziećmi Kazimierza Sommerfeld: Ignacym i Zofią. Relacje rodzinne poznałem dzięki p. Marii Bartnik, której babcia Helena, była także córką Kazimierza Sommerfeld.

Szczepańscy: Klementyna Krantz i Sylwester Szczepański mieli syna Henryka Edmunda (*28.09.1912, †09.10.1984), który poślubił Janinę Zalas i mieli troje dzieci: Henryka Klemensa, Sabinę Eugenię i Edmunda Sylwestra. Najmłodszy z rodzeństwa urodził się w Strzegomiu, gdzie do dzisiaj mieszka i to dzięki jego informacjom, poznałem losy Antoniego i Emilii Idzikowskiej Krantz oraz ich potomków.

Zbytek mieszkaniowy

Na początku 1950 roku Stanisław Krantz pisał odwołanie od decyzji Zarządu Miejskiego w Obornikach w sprawie naliczenia podatku od zbytku mieszkaniowego za rok 1949. Pismo dotyczy mieszkania na ulicy Piłsudskiego 31. Widocznie samorząd uznał, że posiadanie tak dużego mieszkania dla jednej osoby jest oznaką luksusu. Ale dlaczego Stanisław nie wspomina nic o Mariannie Krantz, z którą był już w tym czasie po ślubie? Z przekazu pani Bartnik wiemy, że sprawa zakończyła się wyrzuceniem go na jeden duży pokój z korytarzykiem. Mniejszy pokój i kuchnię dostała inna rodzina. Dopiero w 1955 roku zniesiono podatek od zbytku mieszkaniowego.

Wartość pieniądza

28 kwietnia 1833 o północy wybuch w Łopiennie pożar, który strawił dwa gospodarstwa. Jedno z nich należało do Józefa Patrzykowskiego, lokalnego nauczyciela. Zaraz po tym wnioskował o pomoc finansową składając wniosek wraz z listą utraconych rzeczy i ich wartością. Stratę obliczył na 27Rtlr, co przekraczało 1/4 jego rocznego dochodu wynoszącego 90Rtlr. Należy pamiętać, że od 1821 do 1871 w Prusach był w obiegu Neuer Reichstaler (Rtlr) dzielony na 30 Silbergroschen (Sgr) a ten dzielony na 12 Kupferpfennige (pf).

Przedmiot po niemiecku Przedmiot po polsku Wartość Rtlr Wartość sgr
6 Viertel Roggen a 1Rtlr 6 kwart żyta po 1Rtlr 6Rtlr
4 Viertel Hafer a 15sgr 4 kwarty owsa 2Rtlr
½ Viertel Leinsamen pół kwarty siemię lniane 3Rtlr
½ Viertel Bohnen pół kwarty fasoli 15sgr
2 Stühle a 20sgr 2 krzesła po 20sgr 1Rtlr 10sgr
1 Tünne 1 beczka 1Rtlr
1 Stück Drilich 1 sztuka drelichu 1Rtlr
1 Spinnrad 1 kołowrotek 25sgr
1 Biertonne ¼ 1 beczka na kwartę piwa 15sgr
1 Spaten 1 łopata 7sgr
1 Fässchen 1 beczuszka 3sgr
1 Strickwerkstuhl 1 krzesło dziewiarskie 23sgr
1 Kanne 1 dzban 5sgr
1 Wasserträge 1 przyrząd do noszenia wody 3sgr
2 kleine eichene Fässchen 2 małe dębowe beczuszki 10sgr
5 Salztonnen 5 beczek soli 10sgr
1 Präsentierteller 1 taca 20sgr
2 Leuchter 2 lampy 20sgr
1 Kaffemühle 1 młynek do kawy 10sgr
.......teller und kleine ........... ...................... 1Rtlr 15sgr
Viele Kupferstiche dużo rycin 20sgr
3 Stück Garn 3 sztuki przędzy 10sgr
Ein Buch "Zasady moralności" Książka "Zasady moralności" 15sgr
Eine Sammlung von zwei- und dreistimmigen Lieder mit Begleitung der Orgel Zbiór dwu- i trzygłosowych pieśni na organy 1Rtlr
Eine Quittareschule ................ 1Rtlr
Eine ................ Schule ................. 1Rtlr 10sgr
Deutsche Sprachlehre Nauka niemieckiego 20sgr
Ein Buch "Nauka dla włościan" Książka "Nauka dla włościan" 2sgr
SUME SUMA 27Rtlr 0sgr

Wyścig ze śmiercią

Aleksander Kranz (1919-1971) W latach 1946/47 wydawany był we Włocławku organ międzypartyjnych stronnictw politycznych pt. Gazeta Kujawska. Wydawcą była Powiatowa Rada Narodowa we Włocławku, a redaktorem naczelnym był Turczynowicz. Redakcja i administracja znajdowały się na ul. Brzeskiej 4. W połowie roku 1947 pod redakcją Waldemara Sławika na kanwie gazety ukazała się seria artykułów pt. „W wyścigu ze śmiercią”. Już na wstępie autor wspomina, że opowiadanie oparte jest na faktach i wszystkie wymienione nazwiska są autentyczne. Mamy więc do czynienia z prawdziwymi przeżyciami Polaków walczących o wolną Polskę na obczyźnie. Fragmenty tworzą część I, ale czy była część II? Historia głównego bohatera Olka Kranz jest zdumiewająco zbieżna z faktami biograficznymi Aleksandra Kranz. W jaki sposób jego przeżycia znalazły swoje odzwierciedlenie w losach Olka, pozostaje zagadką i czeka na wyjaśnienie. Trzeba także pamiętać o aspekcie politycznym opowiadania, którego puenta wspiera nowy rząd sowiecki w Polsce, a krytykuje rząd polski na uchodźstwie.

Jednym z bohaterów opowiadania jest Olek Kranz, który pochodził spod Gniezna1 i był Polakiem2 jak jego najbliższa rodzina. Brał udział w kampanii wrześniowej3. Przez kogo, gdzie i kiedy został pojmany, autor nie wspomina. W październiku został przeprowadzony przez most na Bugu podczas wymiany jeńców zorganizowanej między Niemcami a Rosjanami4. Niemcy wymieniali Ukraińców, Białorusinów oraz Polaków z kresów na Polaków z Polski i zamiast do domów rodzinnych wywieźli ich pod Norymbergę i osadzili w obozie dla jeńców5. Wykorzystując swoje niemieckie nazwisko, Olek zameldował u komendanta obozu, że ma wprawdzie wyleczony uraz ale prosi o zwolnienie z obozu jako inwalida6. Po kilku tygodniach został zwolniony i udał się do Polski7. W domu nie zastał matki, która umarła na tyfus zaraz na początku wojny, a ojciec był już podstarzały8. Jedna siostra okrutnie pobita w gestapo za udział krótko przed wojną w amatorskim antyniemieckim przedstawieniu, była ciężko chora. Młodsza siostra miała bliznę na czole, która była śladem po bombardowaniu9. Zaraz po powrocie Olek spotkał kolegów, którzy wciągnęli go do organizacji konspiracyjnej kolportującej gazetkę „Dla Ciebie Polsko”10. Gestapo wpadło na ich trop, część z nich została aresztowana, Olek uciekł. Ukrywał się jeżdżąc po rodzinie i znajomych. W końcu aby się skutecznie ukryć, wyjechał do Niemiec. Był u „bauerki” na robotach we wsi obok Freiburga11. Wraz z rówieśnikami Antonim Dudek i Walterem Schmidt postanowił zbiec do Szwajcarii12. Przebrani za "Hitlerjugend" siódmego dnia dotarli do rzeki, gdzie było przejście graniczne, a po drugiej stronie czekał na nich Egelsan13. W Szwajcarii zostali wcieleni do Drugiej Dywizji Strzelców Pieszych. Lecz mijały miesiące, a oni wykonywali jedynie ciężkie prace: sypanie dróg, drenowanie pól i reparacja torowisk14. Pewnego razu spotkali szukającego w Szwajcarii schronienie Francuza, który należał do francuskiego ruchu oporu "Maquis". To wywołało lawinę ucieczek żołnierzy do Francji15. Pewnego majowego dnia roku 1944 to samo uczynił Olek Kranz z towarzyszami. Przydział znaleźli w oddziale dowodzonym przez kapitana Jean Nancy16. Było w nim: 11 Polaków, 2 Ukraińców oraz 6 Rosjan z armii Własowa. We wrześniu 1944 Olek brał udział w wyzwoleniu Champagnole, potem stoczył bój z Niemcami we wsi St. Ville. Kolejną miejscowością było wyzwolone Lonsognier17, po czym wrócili do Champagnole, skąd uciekli do Lyon. Tam spotkali konsula, z którym poróżnili się na tematy polityczne - incydent tworzy tło światopoglądowe opowiadania. Niedługo potem byli już w Marsylii, skąd płynęli kutrem do Włoch.


1 Czy tu chodzi o Kłecko, z którego pochodził Aleksander?
2 Aleksander pochodził z polskiej rodziny.
3 Czy Aleksander brał udział w kampanii wrześniowej?
4 20 października 1939 zostało podpisane porozumienie zmierzające do przekazania szeregowych jeńców, którzy zamierzali powrócić do swoich miejsc zamieszkania. Osoby pochodzenia niemieckiego miały wrócić bez przeszkód na stronę niemiecką, zaś ludność narodowości ukraińskiej, białoruskiej i rosyjskiej na stronę sowiecką. Na stacji kolejowej Jagodzin k. Dorohuska przekazano 42.492 jeńców pochodzących z terenów znajdujących się pod okupacją niemiecką, a tym samym uznanych za obywateli niemieckich. W zamian Niemcy oddali Sowietom 13.757 osób. Ogółem od 24.10-15.11.1939 w czterech punktach wymiany jeńców (Dorohusk, Brześć, Chełm i Przemyśl) przekazano na stronę sowiecką 17 tys. żołnierzy, a strona niemiecka przyjęła 43-44,5 tys. żołnierzy. Na Bugu leżą tylko dwa: Dorohusk i Brześć.
5 Czy i w jakim obozie był Aleksander?
6 Czy Aleksander miał postrzał w nodze z czasu wojny?
7 Z tekstu wynika, że był grudzień 1939. W roku 1940 Aleksander wrócił z niewoli niemieckiej do Kłecka, gdzie przebywa do 1942.
8 Ojciec Aleksandra miał wtedy około 60 lat. Kiedy dokładnie umarła matka Aleksandra?
9 Aleksander miał starszą siostrę Zofię Helenę oraz młodszą siostrę Paulinę Marię. Z listu ojca do Heleny dowiadujemy się: "Że tam wasze przedstawienie amatorskie udało się, to sobie wyobrażam, jeżeli ty w nim brałaś udział. Bo i tam w Magdeburg nie dasz się sprzedać, albo jak to mówią, w kozi róg zapędzić." Z tego wynika, że siostra Aleksandra brała udział w amatorskich przedstawieniach.
10 Czy Aleksander działał w takiej organizacji?
11 Do Niemiec Aleksander wyjechał 20.05.1942. Od 21.05.1942 do 30.04.1943 przebywał na robotach w Landkreis Emmendingen koło Freiburg.
12 Od 07.05.1943 Aleksander jest w Szwajcarii.
13 Prawdopodobnie mowa jest o przygranicznym Eglisau w Szwajcarii.
14 Internowani Polacy pomogli też gospodarce szwajcarskiej przetrwać trudne lata wojny. Pracowali w różnych jej gałęziach w obozach pracy rozsianych po całym terytorium kraju. Do dziś w krajobrazie Szwajcarii widoczne są ślady ich działalności, której symbolem są „Plenwege” – wybudowane przez nich „polskie drogi”.
15 Zmianę sytuacji przyniosła inwazja aliantów w Normandii. Żołnierze internowani w Szwajcarii otrzymali rozkaz wymarszu na teren Francji. Do końca 1944 roku ewakuowano 1663 żołnierzy (w tym 110 oficerów), którzy weszli w skład IV dywizji grenadierów armii francuskiej.
16 W dniach 16.07.-18.09.1944 Aleksander służył w F.F.I. u kapitana Paula Vuillarda. Ten 16 czerwca 1944 wraz z rodziną udał się na Jurę. Został mianowany szefem dystryktu FFI w Lons le Saunier-Clairvaux (dystrykt Vauthier). Brał udział na czele swoich wojsk w ataku na niemiecki garnizon Lons le Saunier oraz w licznych potyczkach. W jego szeregach pojawia się dowódca grupy frankońskiej Jean Billon, alias „Nancy”.
17 Czy tu jest mowa o Lons le Saunier?

Relacje rodzinne

Czyli, kto z kim się znał i kto z kim utrzymywał kontakt:

  • Wincenty Jan Krantz z Kozłówka i Józef Franciszek Krantz z Gąsawy
  • Józef Krantz z Inowrocławia i rodzina Krenz z Ameryki
  • Czesław Krantz z Bydgoszczy i rodzina Krenz z Ameryki
  • Józef Kazimierz Krantz z Wrześni i rodzina Krenz z Ameryki
  • Józef Kazimierz Krantz z Wrześni i Bronisława Maryańska
  • Teodor Krantz z Gniezna i Wincenty Krantz z Gąsawy
  • Marceli Szymon Krantz z Posługowa i Józef Patrzykowski z Łopienna
  • Teofil Krantz z Chicago i Jan Dutkiewicz z Chicago
  • Maria Krantz z Obornik i Stefania Mądra z Rogoźna oraz Krystyna Maryańska-Zgrzebnicka
  • Marianna Krantz z męża Malinowska i Wincenty Krantz oraz Wojciech Marczewski z Koła
TOP
Miejsca w naszej rodzinie

Powrót do gniazda

Jędrzejewo: wraz z innymi wioskami olęderskimi w sąsiedztwie było przyczółkiem dla fali osadników napierających z Okręgu Noteckiego na Ziemię Połajewską. [MAPA] Po wystawionym w 1625 roku przywileju dla „przybywającego z okolicy (prawdopodobnie z Jędrzejewa/Putzig lub z Nowe Dwory/Neuhöfen) olędra Krzysztofa Krüger, otrzymującego prawo do osiedlania się wraz z innymi olędrami”, zaczął się napływ niemieckich osadników do wsi Jędrzejewo. Niestety nie znamy nazwisk pierwszych osadników, których on sprowadził. Podobnie było w innych wioskach parafii Połajewo. W roku 1637 przywilej otrzymał Krystian Schendel, który nabył grunt sołtysa w Piotrowie. Sprowadził on do wsi 8 mieszkańców. Początki Komorzewa i Radomia niestety się zatarły. Na terenie parafii Czarnków takim przyczółkiem dla nowych osadników była Huta. Przypuszczalnie w latach 1620/30 zasiedlona przez niemieckich przybyszów szybko się rozrosła. Wkrótce było tam już dwóch sołtysów. Dopiero wraz z rozpoczynającymi się księgami metrykalnymi poznajemy mieszkańców tych wsi. Do najliczniejszych i tym samym najstarszych rodzin możemy zaliczyć: Kitzman/Kismer, Siedle/Schedler/Schendel/Stelte, Stein/Stenke/Szteje/Sztynk/Kaminski, Krentz/Kręc, Grüning/Grenig/Zielony, Misal/Mieszała, Woltman/Woltin/Vultin/Olt, Abraham/Abramski, Barcholt/Barkhold, Matz, Westphal, Hartwig, Kaczmarek, Kąkol/Kunkiel, Klat, Müske/Myszka, Schwantz. [Tabela]

Młynkowo: akt ślubu Michała Krentz i Marianny Peek z roku 1703 w Krosinku wskazuje Młynkowo jako miejsce pochodzenia pana młodego. Wieś istniała już w średniowieczu, lecz dopiero w drugiej połowie XVII wieku osiedlali się tam luterańscy osadnicy z pobliskich niemieckich wiosek olęderskich. Wielu z nich tworzyło mieszane związki, przyjmowało religię katolicką oraz polskie zwyczaje stając się Polakami. Podobne wydarzenia miały miejsce w innych przyległych polskich wsiach, był to naturalny trend spolszczenia obcych. W przypadku mieszkańców przebadanych wsi należy zwrócić uwagę na fakt, że wiele nazwisk pochodzi od zawodu lub zajęcia, które wykonywali. Dlatego trudno jest osądzić, kiedy autor miał na myśli nazwisko, a kiedy używał określenia zawodu lub stanu społecznego, np. Jakub krawiec, Jakub młynarz. Poza tym używanie zawodu lub funkcji jako drugiego członu nie zawsze świadczy o braku prawdziwego nazwiska dla danej osoby, np. świadkami Michała Krentz i Marianny Peek byli Marcin sołtys z Jędrzejewa, Jan sołtys z Młynkowa czyli Marcin Hagedorn i Jan Gust. [Tabela]

Krosinek: Jeszcze lata później w pobliskim Krosinku znajdowało się gospodarstwo, które opisał E. Callier w swojej książce "Powiat Obornicki pod względem dziejowym z zastosowaniem do topografii współczesnej":

Pod Krosinkiem wznoszą się pagórki Długą Górą i Grabowemi czy Grabowskiemi Górami zwane, w których pobliżu stoi dworek chłopski Krenz.

Przybychowo: pierwszy ślad w Przybychowie pojawia się 19.01.1766, natomiast ostatni 16.02.1783. Stąd Michał i Katarzyna z d. Kabat, Jan i Marianna z d. Kabat oraz Marcin i Marianna z d. niewiadoma wyruszyli w drogę w poszukiwaniu prawdopodobnie lepszych warunków życia. Wiele wskazuje na to, że wyruszyli osobno, ale spotkali się znów w miejscu przeznaczenia.

Okolice gniazda

Przy zasiedlaniu Ziemi Połajewskiej na terenie parafii Lubasz napływowi niemieckich osadników uległy wsie: Piotrowo (Petrawe), Miłkowo, Sokołowo oraz Klempicz. Początkowo Piotrowo, które zostało założone 23.02.1613 przez Mathiasa Förster i gdzie od roku 1618 był kościół ewangelicki, odgrywało rolę centrum. Następnie jego mieszkańcy stopniowo zasiedlali okoliczne opustoszałe lub częściowo zamieszkane przez ludność polską wsie. Na przełomie lat 1681/82 wsie Miłkowo oraz Sokołowo przechodzą z ewang. parafii Piotrowo do kat. parafii Lubasz, Klempicz pozostaje w parafii ewang. Piotrowo, natomiast Kamionka była tylko w parafii katolickiej Lubasz. Do badań nazwisk lokalnej ludności posłużyły księgi obu parafii obejmując okres 31 lat od roku 1660. [Tabela]

Nowy początek

Kujawki i Popielewo: dnia 27 lutego 1783 roku Michał Krentz, Jan Krentz oraz Krzysztof Kabat zakupili od Jana Rautka, Krzysztofa Rautka, Macieja Siwkę i Andrzeja Engiel za sumę 2944 zł. polskich 4 grunty we wsi olęderskiej Kujawki. Sprzedający posiadali kontrakt podpisany za czasów księcia prymasa Podoskiego, czyli sprzed roku 1778. Wieś była zamieszkiwana od lat 60-tych prawdopodobnie przez polskich chłopów, a przez kolonistów od lat 70-tych XVIII wieku. Na dowód transakcji kupujący określani jako dysydenci otrzymali od administratora dworu szczytnickiego Punktację, która miała być podstawą do Przywileju do osiedlenia się na prawie olęderskim. Prawdopodobnie Michał Krentz kupił dwa grunty i pełnił funkcję sołtysa. Następnie w latach 1783/85 odsprzedał połowę swojego gruntu nowemu przybyszowi Marcinowi Krentz, którego późniejsze przybycie mogło być spowodowane zaawansowaną ciążą żony. Resztę sprzedał Janowi Krentz i 11 października 1787 przeprowadził się do Popielewa, gdzie wraz z innymi dziewięcioma mieszkańcami występuje w nowo nadanym przywileju; poprzedni dla tej wsi pochodził z 1745 roku. W tym samym Przywileju występuje razem z Jakubem Krentz, którego pokrewieństwo też nie sposób określić. Tym samym w Kujawkach Jan Krentz posiadał już 1 włókę i zostaje sołtysem, natomiast Marcin Krentz i Krzysztof Kabat alias Jop posiadali po pół włóki. Po śmierci Jana Krentz w 1800 roku gospodarstwo przejął bez żadnego porozumienia i kontraktu jego syn Jan. Dopiero 14 stycznia 1808 doszło do podziału majątku ojca, który oszacowano na kwotę 1173Rtlr 2sgr 27pf. W zamian za przejęcie ojcowskiego gospodarstwa Jan zobligował się wychować młodsze rodzeństwo. Posłał Wincentego do szkół w Pakości, który później wraz ze siostrą Katarzyną przeszedł pod opiekę Ignacego Krantz proboszcza w Sompolnie. Krystyna najprawdopodobniej zmarła. Ponadto do czasu osiągnięcia dojrzałości Marcina Kabat, syna zmarłego sąsiada Krzysztofa Kabata alias Jop, Jan Krentz gospodarzył na jego gospodarstwie. Byli ze sobą spokrewnieni, ponieważ rodzina Krentz przed przybyciem do Kujawek wżeniła się w rodzinę Kabat. Jako sołtys Kujawek sprawował w 1817 dodatkowo pieczę nad wsią Kalina. W roku 1804 Marcin Krentz zamienił się na gospodarstwo z Janem Schiewe z Popielewa. W zamian za 30 morgów gruntu, dom, stodołę, stajnię i jedną morgę ogrodu zaoferował mu 30 morgów gruntu, dom, stodołę i stajnię oraz dopłacił 300 zł. polskich. Krótko po tym zmarł a owdowiała żona zubożała i wyprowadziła się z dziećmi w niewiadomym kierunku. Po nastaniu pokoju próbowano ustalić czy Marcin Krentz uiścił podatek od sprzedaży gruntu. Dowodów na to nie znaleziono. W roku 1819 następcy przybyszów do Kujawek otrzymali konsensy, z których dowiadujemy się trochę faktów sprzed nastaniem pokoju. Po tym jak w 1816/17 zmarł Jan Schiwe, który zamieszkiwał grunt Nr.3 nabyty od Marcina Krentz, właścicielem został jego syn Jan, ponieważ już za życia ojciec ustalił podział swoje gruntu między dzieci. Sądowego procesu nie było. Krzysztof Kabat alias Jopp właściciel gruntu Nr.4 zmarł w roku 1805. Jego żona jeszcze przez krótki prowadziła gospodarstwo, ale później go wydzierżawiła. Grunt był mocno zadłużony, a dzieci małe. W 1816 Marcin Kabat alias Jopp porozumiał się z dłużnikami oraz trójką rodzeństwa i przejął gospodarstwo. Natomiast nie wiemy jaki miało status gospodarstwo Nr.4 od momentu śmierci Jana Krentz ojca w roku 1800, a rokiem 1808, gdy jego syn Jan przejął to gospodarstwo.

Kujawki to dzisiaj malownicza wieś nad brzegiem jeziora Wierzbiczany. Ciekawostką jest opowiadanie z wycieczki, jaką wykonał pan B. Rath przemierzając tereny od Gniezna do Witkowa. Możemy w nim znaleźć parę ciekawych wątków o jeziorze Wierzbiczany oraz wsiach Braunsfeld i Kujawki.

Predigerland

Sompolno: w roku 1801, gdy pierwszy Rząd Pruski zakładał kolonię Sompolno dla ewangelickich kolonistów, przy podziale kościelnego folwarku odmierzył dla nich grunt (rola, łąki, zarośla) o powierzchni 41 morgi chełmińskiej (93 morgi magdeburskie). Podarowany przez króla Friedrich Wilhelm III grunt miał zapewnić byt przyszłemu pastorowi oraz służyć pod budowę kościoła. Miejscowi nazwali go „Predigerland” lub „rola predykańska”. Dla nauczyciela Szkoły Elementarnej przewidziano 4 morgi magdeburskie i 109 prętów kwadratowych, z kolei na cmentarz przeznaczono pół morgi terenu, który otoczony był gruntami zwanymi „Krugland“. Konsystorz Poznański, pomimo iż od roku 1805 posiadał kosztorysy, kościoła nie wybudował i bez pozwolenia Rządu oddał grunt pod zarząd Magistratu. Ten samowolnie wydzierżawił go kontraktem z dnia 29 kwietnia 1805 na jeden rok koloniście i pocztmistrzowi Wilhelmowi Petzold za czynsz roczny 123 zł.

Sompolno, den 29 April 1805, bestätigt durch Konsystorza Poznańskiego den 25 Juli 1805. Kund und zu wissen sei hierdurch, dass auf dem Grunde Eines Hohen Consistorial-Reskripts vom 16 Juli 1804 in Posen wegen den für den hierselbst anzustellenden lutherischen Prediger vonseiten Einer Königlichen Kriegs- und Domänenkammer angewiesenen 41 Morgen Land, mit dem unterzeichneten Magistrat an einem und dem Postkommissar Petzold hierselbst am anderen Teil, nachstehender Pachtkontrakt wohlbedächtig verabredet und geschlossen worden.
§1 - Es verpachtet der Magistrat dem Herrn Petzold das ihm vorgewiesene Stück Land, so in 41 Morgen bestehend und welches ihm durch den Bauinspektor Kannengießer noch besonders zugemessen werden soll, für ein jährliches Pachtquantum von 12ggr von jedem Morgen, welches also eine jährliche zuzahlende Summe von 20Rtlr 12ggr beträgt.
§2 - Kann Pächter zwar dieses Land nach bestem Wissen nutzen, muss jedoch nach ökonomischen Grundsätzen den dritten Teil des Landes stets als Brache liegen lassen und dem ungeachtet alle 41 Morgen mit 12ggr pro Morgen jährlich verzinsen.
§3 - Ist dieser Kontrakt zwar nur auf ein Jahr, nämlich von George als den 23 April 1805 bis dahin 1806 geschlossen, wird solcher jedoch ein halbes Jahr vor dessen Ablauf /: welche Zeit hierdurch ausdrücklich festgesetzt wird :/ von keinem Kontrahententeile gekündigt, so behält er auf 1 Jahr anderweit und so fort seine Gültigkeit.
§4 - Verpflichtet sich der Pächter loco cautionis gleich jetzt im ersten Jahr ein Haus von Bindwerk, worin 2 Stuben und 2 Kammer und wovon ihm der Riss und Anschlag von Magistrat übergeben werden wird, zu bauen und die Baukosten aus eigenen Mitteln zu bestreiten, die zu zahlende Pacht kann er sich so lange einbehalten bis er seine Kosten gedeckt hat, welche jedoch bei Verlust derselben nicht den Anschlag übersteigen müssen. Sollte er das Land nicht so lange in Pacht behalten können, so wird ihm der Rest seiner Baukosten aus der Kirchenkassen restituiert werden.
§5 - Der Platz zum Bau wird ihm von Magistrat angewiesen werden und lässt sich Pächter überhaupt gefallen, den Bau ganz nach Anweisung des Magistrats und unter dessen speziellen Aufsicht zu vollführen.
§6 - Es sind auf diesem Land hin und wieder noch ganz kleine Rodungen notwendig, diese muss Pächter ebenfalls gleich im ersten Jahr seiner Pacht bewerkstelligen lassen und sollte diese nur 1 Jahr dauern, so werden ihm 2/3 seiner Kosten, welche er jedoch gehörig beweisen und mit Quittungen belegen muss und welche die ökonomischen Grundsätze nicht übersteigen müssen, zurückersetzt. Behält er das Land zwei Jahre in Pacht, so bekommt er 1/3 vergütigt und sollte er es drei oder mehrere Jahre behalten, so wird ihm hierfür nicht nur nichts zugesichert, sondern er würde auch noch, im Falle sich das Land nicht ganz reine und im urbarsten Stande befände, besonders dafür in Anspruch genommen werden.
§7 - Sollte Entrepreneur während dem Laufe eines Pachtjahres oder noch seine Erben und Erbnehmer nicht nur für das currente sondern im letzten Fall auch fürs künftige Jahr schuldig, den Kontrakt in allen seinen Punkten und (…) zu erfüllen.
§8 – Behält sich Pächter vor, dass wenn im ersten, zweiten oder im (…) Jahre es sei, die Pacht gekündigt würde, er doch das von ihm gesäte Getreide abernten kann.
§9 – Übernimmt Pächter sämtliche Approbationsstempel und Kosten ganz allein.
§10 – Beide kontrahierende Teile versprechen diesem Kontrakt völliges Genügen zu leisten, entsagen darwider laufenden Ausflüchten und Rechts(…), sie haben (...) wie sie wollen hiermit aufs ausdrücklichste und wohlbedächtigste. Urkundlich ist dieser Kontrakt in duplo ausgefertigt und von beiden Teilen unter Zuziehung zweier Zeugen unterschrieben und besiegelt worden.

Gdy Petzold umarł, a wyprowadzenie się niemieckich urzędników po militarnych klęskach spowodowało zawieszenie budowy, grunt przeszedł w 1806 drogą sukcesji, czyli bez kontraktu na jego następcę ekspedytora i pocztmistrza Karola Skowrońskiego. Ten dzierżawił go do roku 1818 czynszu nie płacąc, ponieważ jak twierdził, żadna władza się o niego nie upominała. Dopiero gdy grunt przeszedł pod zarząd Naddzierżawcy Ekonomii Radziejowa, ten uznał kontrakt z roku 1805 za nielegalny oraz upomniał się o zaległy czynsz za lata 1806/18, który Skowroński uiścił. Zrobił to mimo dowodów na poniesione szkody przez wkraczające wojska francuskie oraz bieżącą trudną sytuację, wynikającą ze zmiany traktu pocztowego z Sompolna i Kleczewa na Koło i Konin. Wynosząc się w 1819 na pocztmistrza do Słupcy, grunt ten poddzierżawił burmistrzowi Rutkowskiemu, ten zaś wyjeżdżając na burmistrza do Rawy, poddzierżawił go niejakiemu Andrzejowi Feltzer. Jeszcze po jego wyprowadzce władze dopominały się o zaległy czynsz za lata 1818/19, którego Skowroński nie chciał uiścić, bo stawkę uważał za wysoką. Od roku 1818/19 dzierżawa wynosiła 280 zł. polskich i 27 gr. i była opłacana prawdopodobnie przez nowych dzierżawców Jakuba Schmidt i Józefa Nagiel. Aby zapobiec dalszym nadużyciom powstał pomysł przekazania gruntu innym kolonistom, którzy narzekali na małe parcele w kolonii. Dnia 17 stycznia 1822 Krantz złożył ofertę 6-letniej dzierżawy gruntu za 270 zł. polskich (45Rtlr), jednak dotychczasowi dzierżawcy przebili jego ofertę deklarując 280 zł. polskich i 27 gr. Kontraktem z 30 grudnia 1822 wydzierżawiono im teren dożywotnio, aby zapewnić stały dochód do funduszu kościoła ewangelickiego.

W imieniu Najjaśniejszego Aleksandra I, Cesarza Wszechrosji, Króla Polskiego, etc, etc. Wszem wobec, każdemu z osobna, komu o tym wiedzieć należy, wiadomo czynimy, iż w aktach Notariatu Powiatu Brzeskiego znajduje się kontrakt osnowy następującej.
Działo się w Włocławku, dnia 30 grudnia 1822r. Przede mną Franciszkiem Gościckim Pisarzem Aktowym Powiatu Brzeskiego Województwa Mazowieckiego, w mieście Włocławku urzędowanie swoje sprawującym, w domu pod numerem 183 w ul. Królewieckiej mieszkającym, w przytomności niżej wymienionych mi znanych prawoważnych świadków, stanęli osobiście Wielmożny Wincenty Rzeszotarski Komisarz Obwodu Kujawskiego, w skutku polecenia Komisji Województwa Mazowieckiego z dnia 20 kwietnia 1822, na mocy upoważnienia Komisji Rządowej Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego z dnia 21 lutego 1822 z Dyrekcji Generalnej Funduszów wydanego, w imieniu Kościoła Ewangelickiego w Mieście Sompolnie będącego, działający, tutaj z powodu urzędowania swojego mieszkający z jednej, a włościanie Jakub Szmitt i Józef Nagel w kolonii Sompolno mieszkający z drugiej strony. Stający, którzy nam z osób dobrze znani i do dyspozycji zdolni są, podali następującą, już w dniu 22 lipca 1822 spisaną ugodę, czyli kontrakt do zapisania.
§1 – Wielmożny Wincenty Rzeszotarski Komisarz Obwodu Kujawskiego, z mocy mu powyższymi reskryptami udzielonej, wypuszcza włościanom Jakubowi Szmitt i Józefowi Nagel grunta Predigerland /: predykańską rolą :/ zwane, do Kościoła Ewangelickiego w Sompolnie należące, od południa przy gruntach kolonisty Michała Priebe, od zachodu przy Olędrach Dąbrowa, od północy przy drodze z miasta idącej, a od wschodu przy gruntach Nowego Miasta położone, graniczące, podług pomiaru geometrycznego morgów chełmińskich 41 wynoszące, we wieczną dzierżawę od dnia 24 czerwca 1822 począwszy, a to w ten sposób: iż wspomnieni włościanie Jakub Szmitt i Józef Nagel przez siebie i swoich następców będą używali tych rzeczonych gruntów podług swego upodobania, stosując się do ogólnych krajowych przepisów, nie naruszając praw trzeciego.
§2 – Za prawo wiecznej dzierżawy obowiązują się ci włościanie Jakub Szmitt i Józef Nagel zapłacić przy podpisywaniu niniejszego kontraktu Titulo wkupna 492 zł. polskich. Czynszu zaś rocznego płacić będą rok rocznie wieczystymi czasy 280 zł. polskich 27 gr. pastorowi kościoła ewangelickiego w Sompolnie, przed uregulowaniem atoli rzeczonej parafii tam gdzie władza administracyjna wojewódzka zarządzi, w monecie brzęczącej, kurs w kraju mającej, a to w następujących dwóch ratach; to jest na dzień 1 stycznia każdego roku 140 zł. polskich 13,5 gr. i na dzień 24 czerwca każdego roku 140 zł. polskich 13,5 gr.
§3 – Włościanie Jakub Szmitt i Józef Nagel obowiązani są całości granic ról powyższych jak najściślej przestrzegać, za którą ci z własnych majątków są odpowiedzialni.
§4 – Zostawia się tymże włościanom wolność wystawienia na tych gruntach budynków, jakie potrzebnymi być dla siebie uznają.
§5 – Gdyby oni lub sukcesorowie ich prawa wiecznej dzierżawy gruntów, a z nimi własności budynków chcieli komu odstąpić, rząd dla kościoła ewangelickiego, tak do pierwszego jako drugiego zastrzega sobie pierwszeństwa.
§6 – Sprzedaż prawa wieczystej dzierżawy tylko za zezwoleniem rządu nastąpić może i to tylko w całości bez rozcząstkowania ról, a w takim razie zapłaconym być ma na korzyść kościoła ewangelickiego w Sompolnie Titulo Laudemium półrocznemu czynszowi wyrównujące.
§7 – Wszelkiego rodzaju ciężary publiczne tak podatkowe jak też administracyjno-policyjne do gruntu na teraz lub w przyszłości wedle ogólnych praw lub postanowień rządu przywiązane, wieczystych dzierżawców dotyczyć mają.
§8 – Wieczni dzierżawcy nie będą mogli żądać remisji w czynszu pod żadnym tytułem i w żadnym przypadku.
§9 – Przyrzekają wieczni dzierżawcy Jakub Szmitt i Józef Nagel za siebie, sukcesorów i następców swoich najregularniejszą wypłatę czynszu, poddając się prostej administracyjnej egzekucji, a gdyby w latach trzech zalegli być mieli, niniejszy kontrakt moc swoją utraci, a rząd role odebrać będzie miał prawo beż żadnych wynagrodzeń, nawet za budowle na tychże znajdujące się.
§10 – Koszta wszelkie niniejszego kontraktu i stosownego stempla dzierżawcy wieczni poniosą.
§11 – A ponieważ rzeczeni włościanie Jakub Szmitt i Józef Nagel wkupne, w paragrafie drugim ustanowione, już zapłacili i z tego prywatny kwit z kasy Komisji Obwodowej uzyskali, przeto z tego jeszcze teraz powtórnie niniejszym kontraktem zakwitowanymi zostają. Po czym ten kontrakt w przytomności Feliksa Dmochowskiego i Stanisława Ratowskiego, obydwóch tutaj mieszkających, przeczytany, zrozumiany, przyjęty i jak od stron kontraktujących, tak od świadków i ode mnie pisarza aktowego własnoręcznie podpisany został. Zalecamy i rozkazujemy wszystkim komornikom, od których by się tego domagano, aby ten kontrakt wyegzekwowali, wszystkim prokuratorom przy Trybunałach, aby tego dopilnowali, wszystkim komendantom i oficerom siły zbrojnej krajowej, aby wojskowej dodali pomocy, gdy o to prawnie do nich zajdzie rekwizycja.
Dla wiary i wagi na ten wyciąg z oryginałem przy aktach pozostałym zgodny, przy zwyczajnym podpisie, urzędowa pieczęć wyciśnięta została.

Dochód z gruntu nauczyciela wynosił 13 zł. polskich 27 gr. Przy okazji stwierdzono, że przez niepamięć byłych posesorów utracono 2 morgi terenu na rzecz gruntu przyległego i do kolonii Sompolno należącego, którego właściciele (najpierw Schefer, później Michał Prybe) samowolnie sobie wiele lat temu przywłaszczyli. We wrześniu 1833 Komisja Wojewódzka wydała rozporządzenie przychylne wieczystym dzierżawcom i nakazała zwrot gruntu. Dopiero kolejny posiadacz gruntu Gottfried Kreuger zadeklarował w 1836 zwrot zajętego terenu. Z obrachunku z końca roku 1840 wynikało: a) wpływ za czas od 24 czerwca 1806 do 24 czerwca 1818 rocznie 123 zł. polskich w sumie 1476 zł. polskich, b) wpływ od 24 czerwca 1818 do 24 grudnia 1840 rocznie 280 zł. polskich 27 gr. w sumie 6320 zł. polskich 8 gr.

Ponieważ obaj właściciele nie mogli nabytego gruntu używać razem i wspólnie, podzielili go między sobą po połowie, ale czynsz płacili w całości. Połowę gruntu należącą do Jakuba Schmitt, ten oddał w posiadanie swojej córce zamężnej Hubert. Następnie małżonkowie Hubert i Jakub Schmitt kontraktem z roku 30 lipca 1836 sprzedali swoje części małżonkom Wendland. Oni sprzedali grunt kontraktem z dnia 23 października 1841 za 1500 zł. polskich Danielowi Schefer, który go w 1847 przekazał swojemu bratu Jakubowi. W 1828 Jakub Schmitt rozczłonkował kilka prętów gruntu i wraz z ogrodem i domkiem sprzedał je Hermann za 35Rtlr, ten zaś sprzedał je Rode za 45Rtlr. Małżonkowie Hubert, nabywając grunt odkupili oderwane przez Jakuba Schmitt pręty ziemi. Gdy Daniel Schefer nabywał grunt był on już właścicielem całej połowy gruntu "Predigerland". Druga połowa należąca do Józefa Nagiel przeszła na jego siostrę Genowefę Nagiel zamężną z Michałem Krantz. W roku 1847 Kolegium Kościelne Ewangelickie zwraca się do Komisji Rządowej o oddanie całego gruntu miejscowemu pastorowi lub przyznanie mu rocznego czynszu z wieczystej dzierżawy wynoszącej ciągle 280 zł. polskich 27 gr. (42 Rub. 13,5 kop). Komisja nie widziała jednak podstaw do zwrotu gruntu, ani do przekazania czynszu pastorowi. Wyraziła jedynie zdziwienie, jakim prawem wdowa Krantz posiada grunt: czy na prawie użytkowania, czy też prawa wieczystej dzierżawy? I czy nie było prawnych sukcesorów po Michale Krantz? Odpowiedzi nie znamy. W 1858 grunt dzierżawili Peter Siede i Anna Schefer geb. Märtz. Kolegium Kościelne chciało skorzystać z prawa pierwokupu jednak Rząd dnia 18.12.1858 zadecydował, że nie można odebrać prawa własności dotychczasowemu właścicielowi. Jako odszkodowanie społeczność otrzymała kwotę w wysokości 550 Rub. 50 kop.

Ciekawa Pakość

Pakość: w latach 1880-83 stała się nowym domem dla Wincentego Jan Nepomucen oraz dla jego dzieci z pierwszego małżeństwa. W późniejszym czasie to właśnie Antonina Kopczyńska z d. Krantz sprowadzi małego Czesława Krantz do Pakości, który spędzi tam większość swego życia. Historię mieszkańców Pakości można śledzić na starych fotografiach.

Emigracja do USA

W 19 wieku nasilił się ruch emigracyjny do USA, który objął swoim zasięgiem większą część Europy. Także potomkowie rodzin Krantz wywodzących się z Kujawek i Popielewa postanowili ułożyć sobie życie po tamtej stronie Atlantyku.

TOP